Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hanshan. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hanshan. Pokaż wszystkie posty

24 stycznia 2009

Niebianskie Tarasy 天台山 - Czesc 6 - Jasny Klif Zimnej Gory

Koniec ze splątanym, przeczulonym umysłem.
Nieuważnie skrobię wiersze na kamiennej skale,
Przyjmując cokolwiek się pojawia — niczym łódź unosząca się na wodzie."
Hanshan (Zimna Góra), chinski pustelnik i poeta, 8-9 wieku ne

DZIEN 7:

Rano niestety nie wstalismy zgodnie z planem, czyli wczesnie, ale choc zalapalismy sie na hotelowe sniadanie. Zdecydowalismy sie pojechac w okolice miejsca, ktore z tych wielu, ktore w ciagu ostatnich dni widzielismy, najbardziej przypadlo nam do gustu. Postanowilismy pojechac na Jasny Klif 明岩. Jasny Klif polozony jest niedaleko Zimnego Klifu, oba miejsca znajduja sie w obrebie tej samej gory - Gory Zimnego Kamienia 寒石山 i oddalone sa o ok. 4km. Ostatnio niemal doszlismy do Jasnego Klifu, ale bylo zbyt pozno, by go zwiedzac. Dzis podjechalismy taksa do dworca autobusowego, a stamtad busem do miasteczka Jietou 街头.

Zdjecie: Producent bambusowych miotel w Jietou:


Po dojezdzie okazalao sie, ze autobus do Jasnego Klifu jedzie dopiero po poludniu, zaczalem wiec pertraktacje z wlascicielka Jetty, chciala Y30 i gdy juz chcielismy odejsc, okazalo sie, ze jest dwoch klientow, ktorzy jada w ta sama strone, i wystarczy Y10. Jazda zajela nam z kwadrans, wlascicielka o nazwisku Xiang 项 wysadzila nas przy drodze prowadzacej do klifu.

Zdjecie: Krajobraz przed Jasnym Klifem:


Poszlismy wiec droga, pogoda byla nie rewelacyjna, dosc zimno, niebo pokryte granatowa powloka chmur, jakby mial padac snieg. Po kilkunastu minutach spaceru wzdluz rzeki przeszlismy przez krotki tunel w skale zagradzajacej droge i doszlismy przed brame swiatynna.

Zdjecie: Zolta brama do Swiatyni Jasnego Klifu - z prawej strony Gora Lwa:


Weszlismy do niej, przy wejsciu siedziala na niskim zydlu starsza kobieta obierajaca rodzaj kalarepy, i ogladajaca jednym okiem program na DVD z wykladem mistrza Czysta Pustka 净空 o Buddyzmie.

Zdjecie: Nawet obierajac kalarepe mozna chlonac nauki Buddy:


Z drzwi obok wyszla nieco mlodsza kobieta proszac nas o kupienie biletow "Bilety prosze kupic, o Buddo Amitabo!"... Bilety kupilismy, zainteresowalem sie ksiazkami, w prezencie dostalem mala broszurke o Jasnym Klifie. Kobieta powiedziala nam, ze na obu stronach klifu znajduje sie wiele postaci ludzi i zwierzat, zwiazanych z tradycyjnymi anegdotami. Przy odrobinie wyobrazni mozna je bylo rzeczywiscie zobaczyc w fantastycznych formacjach skalnych na scianach doliny. Po prawej stronie wskazala na kamien, wygladajacy na czlowieka niosacego cos na plecach. Jak powiedziala, byl to Mulian 目连, jeden z 10 uczniow Buddy, ratujacy z piekla swoja matke, ktora za niecne uczynki zostala tam wtracona. Tego typu opowiesci zwiazanych ze slawnymi chinskimi gorami jest mnostwo, chinscy przewodnicy oprowadzajacy wycieczki zawsze sypia z nimi jak z rekawa, porownujac dziwnie uksztaltowane kamienie do slawnych postaci z historii ilegend. Stad tez nie przywiazujemy wielkiej wagi do tego typu informacji. Kobieta powiedziala nam rowniez bardzo powaznym glosem, ze jest to miejsce, w ktorym bogini zawsze odpowiada na prosby wiernych. To zdanie utkwilo nam w pamieci - bo rzeczywiscie poczulismy sie dosc dziwnie po wejsciu poza brame. Okazalo sie, ze brama zamykala rodzaj doliny, otoczonej z trzech stron stromymi, wysokimi skalami. Dolina byla waska, wila sie jak waz miedzy skalami. Miejsce bylo odciete zupelnie od swiata zewnetrznego.

Poszlismy za glosem instynktu, czyli do gory, kamiennymi schodami w lewo. Po kilkunastu minutach wspinaczki doszlismy do znajdujacej sie na szczycie skaly (nazywanej skala Bialego Slonia) niewielkiej polany - na ktorej srodku stala wykonana z zelaza kilkunastometrowej wysokosci pagoda.

Zdjecie: Zelazna pagoda na Gorze Lwa - pod jej fundamentami pochowany jest podobno Hanshan:


Wygladala dosc nieciekawie, rzucilismy jeszcze okiem na domek z niewielkim oltarzykiem, przed ktorym Mala M poklonila sie i podarowala cukierek. Podczas gdy obie M eksplorowaly teren, zajrzalem do broszurki podarowanej przez buddystke przy wejsciu. Ku wielkiemu zaskoczeniu okazalo sie, ze to wlasnie to miejsce, Jasny Klif, uwazane jest przez wielu za miejsce mieszkania i medytacji poety Hanshana (Zimnej Gory; wiecej o nim mozna przeczytac w mojej relacji z Zimnego Klifu znajdujacej sie tutaj). Za czasow Hanshana oba klify nazywano "Zimnymi Klifami" 寒岩. W 957 roku n.e. podzielono je na Zimny Klif i Ukryty Klif 暗岩; w 1008 ten ostatni nazwano Jasnym Klifem 明岩, jako ze zwrocony byl na wschod. Pozniej zaczeto uwazac, ze Hanshan zyl tylko na jednym z klifow - tym Zimnym - jednak nawet w jego poezji wspomniane jest, iz "mieszkal pod obu klifami". Hanshan pisal tez, ze "chcialby isc na wschodni klif". Czytajac broszurke odnioslem wrazenie, ze ktos probuje za wszelka cene przyciagnac turystow na przynete w postaci siedziby Hanshana; a prawda lezy pewnie - jak zwykle - gdzies po srodku. Jak sie okazalo, powazne publikacje nie tylko potwierdzily, ze Hanshan zyl na Jasnym Klifie, ale rowniez, ze zostal tutaj pochowany - wlasnie w okolicy zelaznej pagody.

Zdjecie: Tajemnicza dolina we wnetrzu Jasnego Klifu:



Potem zeszlismy na dol i udalismy sie wglab doliny. Otaczajace skaly wydawaly sie tam jeszcze wyzsze i grozne, panowala cisza przerywana tylko co pewien czas przeciaglymi gwizdami ptakow, wzmacnianymi przez echo; atmosfera zrobila sie dosc niesamowita. Po kilkudziesieciu metrach na srodku doliny zauwazylismy spory budynek swiatynny.

Zdjecie: Swiatynia buddyjska w centrum doliny:



Weszlismy do srodka, znajdowaly sie w nim pozlacane figury Buddy, Bogini Guanyin i arhatow - buddyjskich swietych. Pawilon wygladal jak kazdy inny w dowolnej swiatyni buddyjskiej. Ciekawe byly w nim posagi dwoch boddhisatw ("Oswieconych Istot") - buddyjskich bostw: boddhisatwy Manjusri (Madrosci) siedzacej na lwie i boddhistawy Samantabhadra (Wspolczucia), jadacej na bialym sloniu.

Zdjecia: Boddhisatva Manjusri - lew, ktorego dosiada symbolizuje dziki umysl ktory moze byc okielznany tylko poprzez medytacje:



...i Samantabhadra - bialy slon symbolizuje potege Buddyzmu, ktora pokonuje wszelkie przeciwnosci:



Wyszlismy wiec z niego tylnymi drzwiami, i naszym oczom ukazal sie klif z kilkoma pawilonami przyklejonymi do skalnej sciany. Obok stal budynek, z ktorego dochodzily dzwieki rozmowy, nieco dalej znajdowal sie niewielki zagajnik z zielonymi bambusami, obok ktorego na niewielkim wzniesieniu stala mala kamienna pagoda. Po schodach udalismy sie do drzwi po prawej stronie, jakiez bylo nasze zdziwienie, gdy okazalo sie, ze za nimi znajduje sie olbrzymia jaskinia (zwana Jaskinia Ksiezycowego Blasku 月光洞 lub Jaskinia Jasnego Klifu 明岩洞) z posagami bostw buddyjskich, scianami obwieszonymi kartkami z prosbami, nazwiskami zmarlych, osob widzianych we snie. W jaskini panowal polmrok; przy wejsciu, po lewej stronie drzemala - przynajmniej tak nam sie zdawalo - starsza mniszka. Zaczelismy chodzic po jaskini, ogladac znajdujace sie tam figury, czytac cicho prosby umieszczone na papierkach, pod sciana znalezlismy kamienna tablice upamietniajaca danine mnicha z klasztoru Shaolin 少林寺, ktorego prosby zostaly spelnione, i ktory z wdziecznosci przekazal na rzecz swiatyni Y50tys. My rowniez dalismy datek na rzecz swiatyni, Mala M z duma podpisala sie po chinsku w ksiedze datkow, a wielkosc daniny zostala potwierdzona podpisem mniszki - Jingcheng 净诚.

Zdjecie: Jaskinia Ksiezycowego Blasku, w glebi pograzona w medytacji Jingcheng:



Pozniej dalej chodzilismy po jaskini, kazde z nas cos innego ogladalo, mniszka zapadla chyba w trans medytacyjny, z zamknietymi oczyma bezdzwiecznie odmawiajac sutry, a ja zaczalem bezwiednie chodzic w kolko dookola oltarza. Przyznam szczerze, ze czulem sie dosc dziwnie - choc jednoczesnie bardzo komfortowo, zarowno fizycznie, jak i psychicznie. Po chwili do jaskini weszla ubrana w dluga brazowa szate kobieta (co oznacza, ze byla czlonkinia wspolnoty buddystkiej, ale nie mniszka) i zaczela rowniez chodzic wokol oltarza recytujac cicho imie Buddy Amitaby 南无阿弥陀佛. Chodzilismy wiec tak razem, a najdziwniejsze, ze moje dziewczyny, ktore zwykle dosc szybko nudza sie pobytem w swiatyniach, tez jakos nie mogly z jaskini wyjsc. Potem Duza M - ktora patrzy na swiat trzezwo i nie poddaje sie latwo jakims dziwnym wplywom - wyznala, ze miejsce mialo jakas dziwna energie, jakiej nigdy przedtem nigdzie nie czuja, w ogole nie chciala opuscic jaskini, miejsce trzymalo ja - w przeciwienstwie do Zimnego Klifu, do ktorego jej sie nawet nie chcialo wejsc. Przyznam, ze gdy Duza M zapytala mnie, ktora z jaskin - czy ta pod Zimnym Klifem, czy ta pod Jasnym - wybralbym na miejsce do medytacji, nie mialem zadnych watpliwosci - to miejsce tutaj bylo specjalne, magiczne, jak zaczarowane.

W jaskini porobilem troche zdjec, znalazlem m.in. wiszaca na scianie kartke z zapisana rozmowa miedzy Zimna Gora i Znajda. Zauwazyl to siedzacy obok przy stole, i wolno palacy papierosa, starszy mezczyzna, i podal mi kartke z lezacego na stole stosiku. Kartka zawierala ten sam tekst, co ta na scianie. Jest to jeden z klasycznych dialogow buddyjskich, pouczajacych wiernych jak stawiac czola przeciwnosciom zycia, ponizej moje tlumaczenie tego dialogu:

"Pewnego dnia Hanshan (Zimna Gora) zapytal Shide (Znajde): Co robic, gdy inni obrzucaja mnie wyzwiskami, zabawiaja sie moim kosztem, obrazaja, wysmiewaja, nie szanuja, traktuja z pogarda, ponizaja, oszukuja? Shide odpowiedzial: nalezy znosic to, ustepowac, pozwalac na to, unikac, okazywac cierpliwosc, szanowac, nie zwracac uwagi; a potem poczekaj kilka lat i spotkaj sie z nimi"

W koncu wyszlismy z jaskini, i przed jej wejsciem zatrzymalismy sie na chwile. Zaczalem dopytywac sie sie rozmawiajacych obok kobiet o slawne piec koni, ktore utkwily w klifie. Jedna z nich podeszla do nas i pokazala nam skale naprzeciw. Otoz w czasach dynastii Tang (7-10 w. n.e.) Lu Qiuyin 闾丘胤, zarzadca regionu Tai 台州, przybyl do Swiatyni Czystego Panstwa z zamiarem zlozenia wizyty Hanshanowi, o ktorym mistrz Feng'gan 丰干 (Wielki Kij) powiedzial mu, ze jest reinkarnacja boddhistavy Manjusri. Hanshan nie mial jednak na spotkanie ochote, rzucil tylko "Feng'gan to plotkarz!", odwrocil sie i zaczal uciekac. Lu wyslal za nim pieciu zolnierzy na koniach, ktorzy pogonili za Hanshanem az do Jasnego Klifu. Wydawalo im sie, ze zapedzili go w miejsce bez wyjscia, ale ku ich zdziwieniu Hanshan ruchem reki spowodowal rozstapienie sie skaly zagradzajacej mu droge, wszedl w nia, po czym ta natychmiast zamknela sie za nim, przytrzaskujac piec goniacych go koni. Lu Qiuyin zaskoczony powiedzial: "Hanshan zniknal bez sladu, a piec koni ukrylo sie wsrod zielonych gor". Do dzis na scianie skalnej mozna zobaczyc te Ukryte Piec Koni 五马隐 w postaci ciemnych plam wygladajacych jak konie czesciowo zamkniete w skale.

Zdjecie: Wejscie do Klasztoru Skierowanego ku Wschodowi:



Po chwili udalismy sie w kierunku budynkow zawieszonych z boku klifu. Jak sie okazalo byly one zbudowane wokol jaskin, z ktorych slynie Gora Zimnych Glazow 寒石山.
Po kamiennych, lagodnie pnacych sie do gory schodach weszlismy w kierunku nieduzej starej bramy, nad ktora wisiala tablica z wykaligrafowanym napisem "Zenski Klasztor Skierowany Ku Wschodowi" 朝阳庵. Weszlismy do srodka przez niedomkniete drzwi na niewielki, nieco zaniedbany podworzec. Stala na nim sporych rozmiarow kadzielnica, lezaly dlugie bambusowe dragi, prawdopodobnie uzywane do konstrukcji rusztowan (bambus ma bardzo duza wytrzymalosc, niewiele mniejsza od stali, jest lekki i bardzo powszechnie stosowany w Chinach do budowy rusztowan), obok roslo drzewo grejfrutowe obwieszone ciezkimi owocami.

Zdjecie: Grejpfruty, jeszcze na drzewie:



Grejfruty obok mandarynek sa najczesciej hodowanym lokalnie drzewem owocowym, sezon na nie zaczyna sie w listopadzie i trwa przez cala zime. Najbardziej znane grejfruty w Chinach rosna w prowincji Fujian 福建, ale za najsmaczniejsze uwazane sa te z Wyspy Nefrytowego Pierscienia 玉环 w prowincji Zhejiang 浙江. Sa soczyste, slodkie, doskonale dzialaja na skore oczyszczajac ja, a ich skorki sa czesto umieszczane w nowo wyremontowanych mieszkaniach, jako ze pochlaniaja toksyczne substancje wydzielane przez farby i kleje. Po chwili uslyszelismy ciche glosy recytujace buddyjskie sutry. W drzwiach prowadzacych do jaskini (zwanej "Wielka Jaskinia" 高大洞) siedzaly przy stole dwie kobiety ubrane w brazowe szaty swieckich buddystek i monotonnie czytaly buddyjskie modlitwy.

Zdjecie: Buddystki przed Wielka Jaskinia czytajace w skupieniu sutry:



Takie monotonne recytacje maja wprowadzac w trans, podobnie jak medytacje. Takze chrzescijanstwo wykorzystuje te metode - np. w postaci odmawiania rozanca. Gdy jedna z nich zobaczyla Mala M, wstala i z usmiechem dala jej kilka mandarynek. W miedzyczasie weszlismy do srodka, jaskinia sluzyla jako pomieszczenie sakralne, podobnie jak ta odwiedzona przez nas wczesniej, ale najwyrazniej byla jeszcze w remoncie. Niemniej na srodku stal pokazny oltarz z duzymi figurami Buddy Maitrei, bogini Guanyin, Buddy Sakyamuniego oraz kilkoma mniejszymi figurami. Na podlodze oparta o nogi oltarza lezala tablica z napisem "Sala Hanshana" 寒山殿. Jaskinia ta byla miejscem, gdzie wyglaszal nauki slawny uczony chinski Qi Zhaonan 齐召南.

Qi Zhaonan (1703-1768) byl znanym geografem, je glownym dzielem jest slawny "Zarys Traktow Wodnych" 水道提纲, opisujacy trakty wodne (rzeki, kanaly) calych Chin, od Tybetu i prowincji Qinghai na zachodzie, az do wschodu - wzdluz wschodniego wybrzeza kraju, poczawszy od Morza Ochockiego na polnocy az do Morza Poludniowo-chinskiego na poludniu. Traktat ten zdobyl wielkie uznanie i nazywany jest "Klasykiem Wod Dynastii Qing" 清代水经. Dzieki wrodzonym predyspozycjom Qi pial sie szybko po szczeblach kariery urzedniczej, piastowal nawet funkcje wiceministra Ministerstwa Ceremonii 礼部侍郎. Podobno Qi mial doskonala pamiec - podczas jednego z objazdow terenu zobaczyl na polkach w magistracie osiem tomow ksiag, poprosil wiec o ich wypozyczenie. Nastepnego ranka oddal je gospodarzowi, ale ten powiedzial Qi, ze moze je zabrac ze soba. Qi Zhaonan odpowiedzial mu, ze nie musi, bo przeczytal i opanowal je w calosc. Gospodarz nie chcial mu uwierzyc, wyciagnal dwa z tomow i zadal Qi pytania dotyczace tresci, na co Qi odpowiedzial plynnie pelnymi cytatami z ksiazek. Niestety w wieku 46 lat Qi mial powazny wypadek - upadek z konia spowodowal pekniecie czaszki. Podczas kuracji sam cesarz osobiscie dbal, by Qi byl wlasciwie leczony i otrzymywal najlepsze lekarstwa. Qi po wypadku poprosil o zezwolenie na powrot w rodzinne strony, wrocil do Tiantai i tutaj, w Wielkiej Jaskini urzadzil swoja sale nauk. Do dzis na skalach Jasnego Klifu znajduja sie dwie kaligrafie wykonane reka Qi - m.in. znaki Gao 高 (Wysoki) Da 大 (Duzy), napisane w 1761 roku.

Dziewczyny poszly w dol z powrotem w kierunku niewielkiego pawiloniku ze zlocona postacia w srodku, ja natomiast skrecilem w gore, by po kilkunastu metrach wspinaczki schodami dojsc do Jaskini Slonecznego Swiatla 日光洞 (jak glosil napis wyryty obok w kamieniu). Jaskinie chronil nowo-zbudowany pawilon, utrzymany jednak w tradycyjnym stylu, a w jej srodku umieszczone byly trzy posagi buddyjskich mnichow - Feng'gana (Wielkiego Kija), Hanshana (Zimnej Gory) i Shide (Znajdy). Wspominalem o nich w relacji z Zimnego Klifu - to trzy postaci z ktorych slynie Tiantai.

Zdjecie: Pawilon kryjacy w sobie wejscie do Jaskini Slonecznego Swiatla:



Feng'gan 丰干, zyjacy na przelomie 7 i 8 w.n.e. mieszkal w Swiatyni Czystego Panstwa za biblioteka, mial wlosy do brwi, byl wysokiego wzrostu, opuszczal swiatynie i powracal do niej dosiadajac tygrysa, czym budzil postrach wsrod pozostalych mnichow. Nie wdawal sie w rozmowy, a gdy ktos pytal go o Dharme (nauke buddyjska), Feng'gan tylko mowil "W kazdej chwili...". Feng'gan byl ekscentrykiem, uwazano go za szalenca, czesto zaklocal cisze nocna swiatyni glosnymi spiewami. Feng'gan pojawil sie niespodziewanie, gdy wspomniany wyzej zarzadca Lu Qiuyin cierpial na silne migreny i zadne lekarstwa nie pomagaly mu. Powiedzial, ze "choroba rodzi sie z uludy, a uleczyc mozna ja tylko czysta woda." Podano mu wiec kubek czystej wody, Feng'gan pomruczal do niego jakies zaklecia, wziac lyk wody do ust i wydmuchal ja na zarzadce. Ten "prysznic" usunal caly bol. To wlasnie w trakcie tego spotkania Feng'gan zarekomendowal mu spotkanie z Hanshanem i Shide. Spotkanie zakonczylo sie opisana wyzej nieudana pogonia za Hanshanem. Wsrod buddystow rozpowszechnione jest przekonanie, ze Feng'gan byl wcieleniem Amitaby, wladcy Zachodniego Swiata (raju), a Hanshan i Shide - boddhisatwami, istotami pomagajacymi zywym istotom wyzwolic sie z morza cierpien, w ktorym zyja.

Zdjecie: Ukryta w bambusowym gaju altanka - miejsce medytacji Bodhidharmy:



Poza posagami w jaskini bylo pusto, najwyrazniej byla poddawana remontowi, szybko wiec z niej wyszedlem i zszedlem do altanki, przy ktorej staly obie M. Jak sie okazalo altanka chronila figure Hanshana, stojaca przed niewielka jaskinia, zwana Jaskinia Pierwszego Przybycia 初来洞. Jak glosil legenda, w jaskini tej medytowal Boddhidharma 达摩, pierwszy patriarcha buddyzmu Chan/Zen w Chinach, ktory pozniej zamieszkal w jaskinii niedaleko slawnego Klasztoru Shaolin 少林寺 (gdzie przez 9 lat medytowal zwrocony twarza do skalnej sciany, az pojawilo sie na niej jego dobicie). Ponoc rowniez na scianie Jaskini Pierwszego Przybycia mozna przy odrobinie wyobrazni wypatrzyc odbicie postaci "Boddhidharmy ktory przybyl z Zachodu" 达摩西来 (z zachodu czyli Indii). Obok altanki znajdowaly sie kepy bambusow, ponoc wyrosly one z paleczek, ktore w szczeline skalna wsadzil Boddhidharma.

Zdjecie: Niewielka pagoda upamietniajaca Hanshana i Shide:



Zeszlismy schodami dalej do widzianej wczesniej obok Jaskini Jasnego Klifu kamiennej pagody. Jak sie okazalo byla ona wzniesiona ku pamieci Zimnej Gory i Znajdy. Polozona na wielkim kamieniu wsrod bambusowego gaju, otoczona wysokimi pionowymi scianami klifu, stala obok kamiennym schodow prowadzacych gdzies dalej, w glab olbrzymiej rozpadliny. Poszlismy nimi, mijajac po drodze kolejna figure Hanshana.

Zdjecie: Schody prowadzace ku Jaskini Niesmiertelnego:



Po chwili schody (zwane Grania Blekitnego Nieba 青天岭) zaczely schodzic w dol i prowadzic nas pod olbrzymimi glazami. Skalne sciany nagle zamknely sie nad nami, panowal wilgotny polmroku, zrobilo sie dosc niesamowicie. Miejsce to zwane jest Klifem Zlozonych Dloni 合掌岩, poniewaz skaly przypominaja zlozone do modlitwy dlonie.

Zdjecie: Klif Zlozonych Dloni - miedzy skalami w tle widoczny Glaz Generala o wysokosci 50m:



Jeszcze kilkadziesiat krokow i weszlismy do olbrzymiej jaskini, zwanej Jaskinia Niesmiertelnego 仙人洞. Jaskinia ta jest najwieksza w kompleksie Jasnego Klifu, ma ponad 2tys. m2; w jej wnetrzu znalezlismy kilka niewielkich oltarzykow, w tym z postaciami Hanshana, Feng'gana i Shide oraz Jigonga i bostw taoistycznych.

Zdjecie: Przed wejsciem do Jaskini Niesmiertelnego (z lewej strony na schodach widac Duza M, co daje pojecie o ogromie skal)



Chinczycy nie sa specjalnie religijnie ortodoksyjni, nie przeszkadza im skladanie czci roznym bostwom czy wrecz umieszczanie figur roznych religii pod dachem jednej swiatyni. Zreszta juz od 11 wieku n.e. istnialy silne trendy synkretyczne w religiach chinskich - Buddyzm czerpal z Konfucjanizmu i Taoizmu, Konfucjanizm wyjasnial klasyki taoistyczne, a Taoizm - szczegolnie szkoly Wewnetrznego Eliksiru - uznaly buddyjska "Sutre Serca" 心经 i konfucjanska "Ksiege Posluszenstwa" 孝经 za najwazniejsze dla jego wyznawcow pisma (obok oczywiscie podstawowej "Ksiegi Drogi i Cnoty" 道德经).

Zdjecie: Fragment oltarza w Jaskini Niesmiertelnego



Bedac w jaskinii uzmyslowilismy sobie, dlaczego klif nazywano rowniez "Ukrytym". Kilka godzin temu, wchodzac do niego, nawet nie przypuszczalismy, ze kryje w sobie tyle niesamowitych miejsc, tyle jaskin, przejsc, skal.

Po chwili wyszlismy z jaskini i wolno szlismy wzdluz sciany klifu, dochodzac do klkunastu bezladnie rozrzuconych glazow, ktore zraszala woda splywajaca z gory, nazywana poetycko "Srebrna Lina" 银绳. Jeszcze tylko kilkanascie metrow i dotarlismy do polozonego w centrum doliny pawilonu. Mala M pokazala mi jeszcze mala sciezke wokol olbrzymiego glazu obok swiatyni, i stara kaligrafie, ktora tam zauwazyla. Za punkt honoru wziela sobie znajdowanie dla mnie roznych napisow na skalach, ktorymi ozdobione sa atrakcje w Tiantai (i zreszta w calych Chinach - tradycyjnie wyksztalceni chinczycy lubili zostawiac napisy w formie kaligrafi w pieknych miejscach; kaligrafie byly nastepnie ryte w skale i czesto malowane czerwona farba dla latwiejszej identyfikacji).

Zdjecie: Wyjscie z Jaskini Niesmiertelnego, w glebi budynek swiatynny, widziany od tylu:



Robilo sie pozno, czas bylo wracac. Tym razem nie chcielismy isc znowu kilkanascie kilometrow do miasteczka. Rzucilem jednak okiem na podarowana mi przy wejsciu broszurke, okazalalo sie, ze jest jeszcze sporo miejsc, w ktorych nie bylismy. Podszedlem wiec do pobliskiej Jaskini Ksiezycowego Swiatla, gdzie przy stole obok wejscia siedzial starszy mezczyzna, ten sam, ktory podarowal mi kartke z dialogiem miedzy Hanshanem i Shide. Zapytalem, gdzie znajduje sie slawny napis Jasny Klif i Dziwne Glazy 明岩怪石. Mezczyzna zaczal tlumaczyc, ale po chwili zdecydowal sie zaprowadzic nas tam. Poszlismy wiec za nim - napierw stanal w dzwiach jaskini i pokazal nam olbrzymia skale naprzeciw mowiac: "To wlasnie Modliszka Łapiaca Ropuche!" 螳螂钓蟾. "Modliszka" to skala o wysokosci ok. 50m i srednicy 10m, ta sama, ktora przed chwila obeszlismy z Mala M; na jej szczycie rosnie olbrzymi powoj, ktorego pnacze jest przerzucone nad sciezka do nieco mniejszego glazu przypominajacego nieruchoma ropuche, i wyglada ono jak przednie odnoza modliszki lapiacej plaza.

Zdjecie: Grzadki warzywne pod Gora Lwa:



Poszlismy dalej, prawa (polnocna) strona, wzdluz boku klifu zwanego Gora Lwa 狮峰, i po chwili zbaczylismy ten slawny napis, ktorego szukalismy. Napis mozna czytac zarowno jako "Jasny Klif i Dziwne Glazy", ale rowniez wspak - "Glazy sa Dziwne a Klif Jasny"; sam napis nosi oznaczenie 款, ze wykonano go w 1802 roku. Przeszlismy dalej, wchodzac na niewielkie poletko obsadzone warzywami, i sciezka doszlismy do sterty olbrzymich glazow. Wydawalo nam sie, ze sa one nie do przebycia, ale nasz przewodnik poprowadzil nas waskim przejsciem, do niewielkiej altanki.

Zdjecie: Pod Mostem Niesmiertelnego...



Najpierw przeszlismy jednak pod plaskim glazem zwanym Mostem Niesmiertelnych 仙人桥; kamienie wokol porosniete byly mchami, miejsce bylo ukryte i tajemnicze, ponoc tu wlasnie medytowal Hanshan w gorace letnie dnie, chroniac sie przed skwarem. Altanka, do ktorej doszlismy, otoczona byla gestymi zaroslami bambusow, a nosila imiona - nietrudno zgadnac - Hanshana i Shide...

Zdjecie: Altanka Hanshana i Shide - w jaskini pod nia Hanshan medytowal w gorace dnie


Zeszlismy w dol, nasz przewodnik opuscil nas schodzac w kierunku budynkow przy wejsciu, a my wspielismy sie jeszcze nieco wyzej, dochodzac do wybetonowanej platformy - i odkrywajac kolejna jaskinie. Jaskinia nazywala sie "Jaskinia Lwa" 狮洞 - od nazwy gory, w ktorej sie znajdowala; jej podloga byla wybetonowana, a wewnatrz, z prawej strony postawiono biale sciany tworzac w ten sposob niewielkie pomieszczenia. Nie mielismy jednak czasu na ich eksploracje. W podlodze zauwazylismy jeszcze niewielka studnie, ale bez sladu wody.

Zdjecie: Widok z Jaskini Lwa na Gore Slonia i zelazna pagode


Robilo sie szaro, zeszlismy wiec na dol do wyjscia. Ucialem jeszcze krotka pogawedke z kobietami przy bramie i porzadkowym, a w tym czasie Mala M krecila sobie w powietrzu kolka aparatem, trzymajac go za pasek. Nagle - co w sumie bylo do przewidzenia - sznurek wysmyknal jej sie z raczki i aparat po zatoczeniu pieknego luku walnal o betonowa posadzke... Nasz drugi, ostatni aparat! Mala M zamarla w przerazeniu, Chinczycy zaczeli mowic, ze nic sie nie stalo... jak to nic? Przeciez drugi aparat szlag trafil! Aparat rzeczywiscie nie mogl dojsc do siebie, nie mogl zogniskowac sie, wydawal przy tym dziwne dzwieki. Wowczas zaczalem zastanawiac sie, czy to nie przypadkiem kara za robienie zdjec swietym posagom. Chinczycy uwazaja, ze nie nalezy takich zdjec robic, bo oznacza to brak szacunku dla posagu (?) i przynosi to pecha. Fakt faktem, ja dwa razy ladowalem na skale, no i dwa aparaty nam los skasowal. Na szczescie kieszonkowy Canon do dobry wyrob, po chwili wrocil do siebie jak gdyby nigdy nic. W tym miejscu dziekuje konstruktorom tego aparatu, zrobiliscie naprawde dobra robote, i nastepnym moim aparatem bedzie na pewno Canon (ta "twarda sztuka" nalezala do Duzej M).

Udalismy sie w droge powrotna, bylo juz wpol do piatej, nauczeni doswiadczeniem wycieczki do Zimnego Klifu nie czekalismy juz na autobus, tylko raznym krokiem poszlismy w kierunku miasteczka, mijajac znajome nam juz okolice. Nagle ku nazemu zaskoczeniu zatrzymal sie przy nas czerwony samochod osobowy, i kierowca zaprosil nas do srodka. Ja - zgodnie z chinskim przyslowiem "lepiej byc najpierw Malym Czlowiekiem, a dopiero potem Szlachetnym (niz odwrotnie)" 先小人后君子 zapytalem zapobiegliwie ile chce za kurs do miasteczka, a ten odpowiedzial, ze zawiezie nas za darmo. Wsiedlismy, a kierowca zaczal sie tlumaczyc przede mna, ze nie mogl czekac na nas, bo mial klienta, ktoremu sie spieszylo, etc. Dopiero po chwili zalapalem, ze to ten sam hultaj, ktory nam uciekl podczas poprzedniego pobytu tutaj - mial na nas czekac, gdy robilismy szybkie zakupy, a potem znikl. Swiat jest maly, naprawde, ale pewnie jakies dobre bostwa go przywiodly ku nam, a wyrzuty sumienia kazaly zabrac. I dobrze, bo na spacer nie mielismy juz zadnej ochoty, szczegolnie Mala M. Dzieki podwiezieniu udalo nam sie zalapac na ostatni autobus z Jietou do Tiantai, i dotrzec do miasta przed 6 wieczorem. Sprzed dworca autobusowego w Tiantai pojechalismy autobusem do miasta, zahaczajac jeszcze o krawca. Krawiec potrzebny byl do tego, zeby dokladnie obmierzyc Mala M, ktorej postanowilismy sprawic ubranie, jakie nosi mniejszosc narodowosciowa Li na Hainanie (to byl jedne z celow mojego pobytu na Hainanie w grudniu). Ubranie potrzebne bylo na szkolna parade z okazji chinskiego Nowego Roku, rozmiary, jakie ja zdjalem z Malej M i wyslalem do Instytutu Mniejszosc Narodowosciowych (w ktory miano wykonac ubranko) cos tamtejszym krawcowym nie pasowaly, stad zdecydowalismy sie na wizyte u profesjonalisty. Profesjonalista nam pomogl, i po chwili szybkim krokiem przeszlismy do zaprzyjaznionej knajpy. Mimo nalegan szefowej nie zdecydowalismy sie zamowic swinskiego mozdzku i pozostalismy przy potrawach jarskich. Jedzenie byl swietne - wybor dan pozostawilem szefowej i ta wywiazala sie z tego rewelacyjnie, ale pewnie udzial w naszym entuzjastycznym przyjeciu kolacji mial glod i grzane wino ryzowe.

Zdjecie: Nie, Szefowa, mozdzku dzis nie chcemy...


W kazdym razie knajpe polecam kazdemu, kto kiedykolwiek trafi do Tiantai - nazywa sie ona 达京拍档, znajduje u zbiegu ulic Ludowej 人民路 i Pracy 劳动路 i jak glosi napis na szybie zapewnia "przyjemnosc na poziomie hotelowym w cenie ulicznej garkuchni".

Potem szybko przejechalismy taksa do hotelu, Mala M oczywiscie nie ominal obowiazek powtorki z lekcji i kolumny rachunkow, a potem juz nie pozostalo nam nic innego, tylko spac.

8 stycznia 2009

Niebianskie Tarasy 天台山 - Czesc 4 - Poezja Zimnej Gory


Ścieżka prowadząca do domu Han Shana jest zaiste śmieszna.
Istnieje droga, lecz nie widać śladu wozu ani konia.
Zbiegające się ze sobą wąwozy — ciężko śledzić ich zakręty,
Bezładnie pomieszane skały — niewiarygodnie surowe.
Tysiące traw pochylają się pod ciężarem rosy,
Porośnięte sosnami wzgórze szemrze na wietrze.
I jeszcze zgubiłem skrót wiodący do domu,
Ciało zapytuje cień: jak za mną nadążasz?

Dzis obudzilem dziewczyny i niemal zmusilem do wczesnego wstania i pojscia na sniadanie. W restauracji tlum - w hotelu odbywal sie akurat zjazd dyrektorow lokalnych szkol nauki jazdy. Obecnie Chinczycy duzo podrozuje, turystycznie i w interesach, ale kilkanascie lat temu, gdy wiekszosc pracowala w panstwowych zakladach pracy, jedyna mozliwoscia wyjazdu byly delegacje na roznego rodzaju konferencje; konferencje te zwykle odbywaly sie w atrakcyjnych turystycznie miejscach - dzieki temu przy minimalnym prawdziwym ruchu turystycznym Chiny mialy jako-takie zaplecze. Dzis jest zupelnie inaczej, prywatny biznes kwitnie, Bylo troche przepychanki do zarcia, ale najedlismy sie setnie, szybko przygotowalismy do wyjscia i poszlismy na przystanek autobusowy. Stamtad pojechalismy na dworzec polnocny, gdzie dowiedzialem sie, iz najwczesniejszy autobus na szczyt Huading jedzie o 8:10, przejazd zajmuje ok. godziny. Ostatni jedzie o 13:00, on tez jest ostatnim wracajacym - czyli wraca ok. 14:00. Cena biletu wynosi Y11. Informacje pozyteczne, tylko jak my sie pozbieramy, zeby tak szybko wstac? Potem wzielismy taksowke, ktora mila taksowkarka zawiozla nas na dworzec autobusow dalekobieznych 客运站. Tam wsiedlismy w bus do miejscowosci Jietou 街头镇 - podroz zajela ok. 45 minut i kosztowala Y6.5 od osoby. Przejazd byl sympatyczny, choc pogoda taka sobie - niebo zachmurzone, zasnute granatowymi chmurami, ponuro, choc cieplo. Jedna z pasazerek jak tylko wsiadla do busu, to zaczela sie obzerac jakims swinstwem w worku foliowym.

Zdjecie: Mieszkancy Jietou sa bardzo towarzyscy


Nie minelo 10 minut, a jedzenie wrocilo do worka - siedzialem obok wiec widzialem wszystko; tylko konsystencja byla plynna i kolory takie jakies malo zdefiniowane. Normalne, rzygi. Uchylilem okno i znow bylo fajnie. Nie rozumiem tylko, dlaczego ktos, kto ma chorobe lokomocyjna nie wezmie jakichs tabletek i nie usiadzie z przodu, tylko z tylu na kole i jeszcze sie zazera czyms? Podroz minel szybko, bylismy dosc podekscytowani, jako ze naszym celem byl Zimny Klif 寒岩, miejsce w ktorym slawny pustelnik i poeta Hanshan medytowal i pisal wiersze.

Zdjecie: Hanshan - Zimna Gora - tajemniczy pustelnik i poeta


Hanshan 寒山 - Zimna Gora - jest figura dosc tajemnicza, zyl w czasach dynastii Tang, prawdopodobnie w 8 w. n.e. Pochodzil z polnocnych Chin, owczesnej stolicy miasta Xianyang 咸阳 ale najprawdopodobniej zawieruchy polityczne zmusily go do udania sie na dzikie poludnie - i wlasnie tu, dzien drogi od Gor Tiantai Hanshan zamieszkal w jaskini, znajdujacej sie w Gorze Zimnego Kamienia 寒石山, od ktorej przyjal zreszta imie, pod ktorym jest znany do dzis. Jaskinia znajduje sie pod klifem, zwanym Zimnym Klifem 寒岩. Choc wiele zrodel uwaza go za mnicha Zen, a nawet za ucielesnienie jednej z boddhisatw, poezja Hanshana (ok. 300 wierszy) wskazuje, ze jego poglady byly swoistym polaczeniem buddyzmu z taoizmem. Z drugiej strony tak naprawde nie byl mnichem, lecz raczej pustelnikiem, a tylko niekiedy udawal sie do buddyjskiej Swiatyni Czystego Panstwa, by spotkac sie ze swoim przyjacielem Znajda 拾得 (pracujacym w swiatynnej kuchni) i mistrzem Wielkim Kijem 丰干. Wiersze Hanshana opisuja zycie w pustelni, z daleka od ludzi, wsrod dzikiej przyrody, pelne sa mistycznych odniesien charakterystycznych dla osoby poszukujacej duchowego wyzwolenia poprzez medytacje.

Zdjecie: Hanshan i Shide (Znajda), jego nieodlaczny przyjaciel; z biegiem czasu przeszli do legendy i stali sie ludowymi bostwami:


Musze przyznac, ze tak naprawde odkrylem Hanshana i jego poezje dopiero poznym wieczorem naszego pierwszego dnia pobytu w Tiantai. Dziewczyny juz spaly, ja zaczalem przegladac kupione ksiazki i wsrod nich natknalem sie najpierw na wzmianke o "Dziwaku z Zimnej Gory", ktory, jak sie okazalo, ukrywal sie w jednej z jaskin niedaleko Tiantai; chwile potem okazalo sie, ze wsrod zakupow znalazla sie ksiazka z jego poematami. Zainteresowanych odsylam do strony z polskimi tlumaczeniami poematow Hanshana - Han Shan: Poematy "Zimnej Góry". Uwaga: najlepiej czytac je poznym wieczorem gdzies w gorach... (wszystkie wiersze tu cytowane pochodza z tej wlasnie strony - podziekowania i uklony dla Andrzeja Osinskiego!).

Samo miejsce dla mnie osobiscie dodatkowo wiazalo sie z tym, ze Bill Porter, ktorego ksiazka "Droga do Nieba" wywarla na mnie duzy wplyw, stal sie znany wlasnie dzieki bardzo chwalonemu tlumaczenie poezji Hanshana na j.angielski.

Mala dygresja - Chiny maja swoj Szlak Jedwabny, Droge Herbaciana, ale Szlaku Poezji Epoki Tang 唐诗之路, laczacy miejsca zwiazane z najwazniejszymi poetami dynastii Tang (7-10 w.n.e.) - okresu najwiekszego rozkwitu chinskiej kultury i poezji - jest znacznie mniej znany. Tiantai jest waznym miejscem na tym szlaku, a slawny Li Bai 李白, znany z romantycznych wierszy i pijackiego trybu zycia - byl na Tiantai dwa razy i opisowi tego miejsca poswiecil kilkanascie ze swoich wierszy.

Wracajac do naszej podrozy - w koncu dojechalismy do Jietou, pierwsze kroki skierowalismy do znajdujacego sie w sercu miesciny sklepu handlowego - by zasiegnac jezyka. Sama miejscowosc wygladala bardzo typowo - niska parterowa biedna zabudowa poprzeplatana nowymi budynkami o 3-4 kondygnacjach, duzo smieci, jakies brudne garkuchnie, sterane latami busy i krolujace na wsi blaszane trojkolowce trojkolowce. Sporo ludzi, ktos tam grajacy w karty, ktos pytlujacy, inni jedzacy lunch, gwar i ruch typowy dla malych chinskich miasteczek. Tylko ten supersam pasowal tam jak piesc do nosa, ale to znak czasu, dowod szybkich zmian w Chinach. W supersamie glosna muzyka - chinski pop, sprzedawczynie gadaja i jedza makaron z blaszanych pudelek, ja ide do pomieszczenia na ktorym widnieje napis "biuro - obcym wstep wzbroniony", i pytam o to, jak dotrzec do Zimnego Klifu. Okazuje sie, ze sprzedawczyni byla ze wsi Hou'an 后岸 znajdujacej sie nie opodal klifu. Doradzila wziecie trojkolowca, ktory za Y30 powinien nas tam zawiezc. Powiedziala, ze jest dojazd do Jasnego Klifu sasiadujacego z Zimnym Klifem - dojazd regularnymi busami za grosze; odleglosc miedzy klifami to 4km (wiedzialem o tym z przewodnika), wiec mozna przejsc od jednego do drugiego piechota w godzinke. Wyszlismy wiec na placyk przed sklepem, zgadalem sie z kierowca trojkolowca, uzgodnilismy sume Y20, i wsiedlismy pod blaszana plandeke.

Zdjecie: Ten wspanialy pojazd trojkolowy powiozl nas z Jietou pod gore Hanshana


Mala M byla zachwycona - kilka dni temu chciala, zeby tata kupil Honde CRV, ale teraz jej marzeniem stalo sie posiadanie blaszanego trojkolowca z otwartym tylem. Jechalismy droga najpierw przez miasteczko, a potem wsrod suchych o tej porze roku ryzowisk i fascynujacych geologicznych formacji, gor/poteznych skal, o pionowych scianach, porosnietych sosnami, gajami bambusowymi.

Zdjecie: Widok na wioske Hou'an, w dali ponura Gora Zimnego Kamienia


Po ok. pol godzinie dotarlismy w koncu pod stojaca na osobnosci potezna formacje skalna, i nasz kierowca objasnil, ze to wlasnie jest Zimny Klif. Pokazal nam rowniez droge do jaskini, i wyjasnil, jak przejsc do Jasnego Klifu. NB oba klify znajduja sie na tej samej gorze, jeden zwrocony jest na wschod (Klif Jasny 明岩), a drugi - zachodnia (Zimny Klif). Gora stala wsrod pol ryzowych i gajow mandarynkowych, wzbudzala respekt swym majestatem i surowym pieknem pionowych skalnych scian.

Zdjecie: Surowe pionowe skaly Gory Zimnego Kamienia wywarly na nas duze wrazenie


Przeszlismy najpierw przez niewielki mostek przerzucony nad waskim ale glebokim wawozem, w ktorego dole plynal strumien, i poszlismy waska sciezka wijaca sie wsrod sadow mandarynkowych. Po prawej stronie widac bylo geste zagajniki bambusow.

Zdjecie: Bambusowe gaje i mandarynkowe sady pod gora:


Szlismy w ciszy - miejsce bylo jak zaczarowane, bezludne, tajemnicze. W koncu sciezka wolno pnaca sie w gore rozdzielala sie - ta w lewo prowadzila do schodow i dalej do jaskini, ktorej fragment olbrzymiego otworu wejsciowego widzielismy ze sciezki; sciezka w prawo prowadzila w gore, wzdluz pionowej sciany, pomiedzy olbrzymimi glazami. Ta w prawo wygladala bardziej fascynujaco, wiec zdecydowalismy sie tam najpierw skierowac nasze kroki.

Zdjecie: Ogromna sciana skalna obok ktorej znajduje sie niewielka drozka prowadzaca do jaskini:


Po chwili znalezlismy sie miedzy pionowa skala - ktora tworzyla jakby ciemny rog monstrualnego pokoju bez dachu - a olbrzymimi glazami. Ze szczytu gory spadala woda, zraszajaca glazy, i czyniaca ich powierzchnie czarna i blyszczaca. Mala M byla zafascynowana miejscem, oczywiscie oboje natychmiast zalozylismy kapoce i poszlismy umyc rece w tej rzadkiej wodnej kurtynie. Jak pisza przewodniki, gdy wieje wiatr woda jest rozpylana na mgielke, i promienie zachodzacego slonca rozszczepiaja sie naniej wywolujac tecze. Widok ten zaliczany jest do slawnych osmiu widokow gor Tiantai i zwany "Zimnym Klifem o Zachodzie Slonca" 寒岩夕照.

Zdjecie: Woda spada ze szczytu klifu na olbrzymie glazy - w sloneczny dzien tworzy sie na niej tecza:


Nam zasnute chmurami niebo nie pozwolilo na ogladanie tego zjawiska. Potem zaczelismy wspinac sie sciezka wyzej - obok niej znalezlismy napisy wyryte w wielkim glazie a nie wymieniane w zadnym przewodniku. Probowalismy isc wyzej, ale w pewnym momencie sciezka zamienila sie w wyschniete koryto gorskiego strumienia i dalsze przejscie bylo utrudnione. Wrocilismy wiec ta sama droga - oczywisce razem z Mala M myjac znow rece w spadajacej wodzie - i udalismy sie w kierunku jaskini.

Zdjecie: Wejscie do jaskini pod Zimnym Klifem:


Jej ogrom nas zaskoczyl - wejscie do niej ma 15m wysokosci, 48m szerokosci, a sama jaskinia ma 70m wglab. Wyglada jak olbrzymie pomieszczenie - ma 3tys. m2 powierzchni.

Zdjecie: Jaskinia jest ogromna - w srodku stoja obie M


W jej kilku rogach znajdowaly sie niewielkie oltarzyki, pod jednym z nich niewielki otwor studzienny przykryty blaszana pokrywa, a z lewej strony stal malo gustowny 2-kondygnacyjny kompleks budynkow - jak po chwili sie okazalo rodzaj prymitywnej swiatyni.

Zdjecie: Niewielki oltarzyk pod sciana wewnatrz jaskini


Pod jej sciana stala oparta kamienna plyta z nazwiskami osob, ktore - jak glosil napis - daly datej minimum Y100 na odbudowe swiatyni Zimnej Gory. Nad naszymi glowami slychac bylo piski nietoperzy, a kazdy dzwiek potegowalo echo. Duza M wyszla z jaskini, Mala M do niej po chwili dolaczyla, a ja dalej ja eksplorowalem, az przeszedlem do budynku z czesciowo ceglanymi, a czesciowo bialymi scianami. Na jego scianach wisialy buddyjskie sentencje, a na pieterku, na chwiejnej drewnianej podlodze znajdowal sie niewielki oltarz.

Zdjecie: Z boku jaskini znajduje sie niewielka buddyjska kapliczka, ktora opiekuje sie pani Xie


Po chwili zszedlem na dol, i natnalem sie na starsza, usmiechnieta kobiete - o nazwisku Xie 谢 - ktora, jak sie okazalo, od 5 lat mieszkala w swiatyni i opiekowala sie nia. Jak wyjasnila, przed nia w swiatyni mieszkala Pani Wang, ktora z wlasnych pieniedzy wzniosla ja. Pani Wang zmarla kilka lat temu, ponoc nagrzeszyla za zycia, stad pod jego koniec wzniosla swiatynia i zamieszkala w niej, chcac w ten sposob odkupic swoje winy. Xie miala 60 lat, byla bardzo pogodna osoba, i oprowadzila nas po jaskini, pokazujac na jej scianach formy w ksztalcie legendarnego feniksa (ptaka, ktory co 500 lat spala sie po to, by odrodzic sie na nowo z popiolow), ryb, buddy. Jak powiedziala, sama gora ma ksztalt lwa, ktorego paszcza jest jaskinia, a jej polnocno-wschodnia czesc to jego cialo i ogon. Na dnie jaskini mozna zobaczyc zwinietego smoka z glowa skierowana ku studni; z lewej strony jaskinii widac skale wygladajaca jak olbrzymi zolw, a z prawej - glowe weza wypelzajacego zza gory. Zolw i waz pilnuja jaskinii 龟蛇守洞. Przewodniki pisza, ze zolw i waz tworza slawne taoistyczne bostwo polnocy Xuanwu 玄武, to akcent taoistyczny tego miejsca.

Zdjecie: Pani Xie w pozycji medytacji na glazie, na ktorym medytowal sam Hanshan


Potem Xie pokazala nam wielki glaz przed wejsciem do jaskini - jak wyjasnila byl to kamien, na ktorym Hanshan medytowal i zademonstrowala, jak wyglada pozycja medytacji. Jak powiedziala, w medytacji najwazniejsze jest, by wszystkie mysli byly usuniete z umyslu, i by w umysle byl tylko Budda. Przyznam, ze prosta wiejska kobiecina, za jaka ja uznalem na pierwszy rzut oka, pokazala nam wowczas zupelnie inne, nieoczekiwane oblicze. Nastepnie Xie nalala nam do butelki wody z jaskiniowej studni (o ponoc magicznej uzdrawiajacej mocy). Powiedziala tez, ze jaskinia jest przyjemnie chlodna latem, i ciepla zima, a poniewaz zwrocona jest na poludniowy zachod, od 8:30 rano do wieczora slonce oswietla jej wnetrze.

Zdjecie: Widok z jaskini na okoliczne pola i gory


Po rozmowie pozegnalismy sie, ja jeszcze w miedzyczasie wrzucilem troche pieniedzy do skrzynki na datki, i poszlismy w prawo. Xie odradzala nam te sciezke, mowiac, ze nie da sie nia przejsc. Mnie z kolei zalezalo by zobaczyc jeszcze jedna atrakcje tego miejsca - formacje skalna w ksztalcie mostu, zwana Mostem Sroki 鹊桥. Poszlismy zatem sciezka wsrod ostrych traw, ktore skaleczyly w raczke biedna Mala M (ale teraz wie, ze roslinki tez maja swoja bron, ostre jak pila krawedzie). Sciezka w pewnym momencie konczyla sie niewielkim sadem mandarynkowym, zamknietym prymitywna brama. Powiedzialem dziewczynom, zeby zaczekaly na mnie (Duza M oglosila piknik - konsumpcje puszek, starych bulek i czekolady z paczki) i poszedlem dalej sciezka. Po chwili stala sie ona bardzo slabo widoczna, bardzo zarosnieta wysokimi nieprzyjaznymi cierniami i kaleczacymi trawami. Przeszedlem miedzy wielkimi glazami i doszedlem do miejsca, w ktorym sciezka konczyla sie. Odwrocilem sie by wrocic do dziewczyn, spojrzalem za siebie, i... zobaczylem Most Sroki!

Zdjecie: Dwa widoki na Most Sroki - na strone oswietlona:


...i zacieniona - podobne ujecie znajduje sie na okladce tlumaczenia poezji Hanshana, ktorego dokonal Bill Porter:


Wrazenie bylo duze, spedzilem tam dluzsza chwile, po czym wrocilem do dziewczyn. Puszka z tunczykiem byla juz otwarta, czerstwawa bulka dodala nowych sil, jeszcze lyk cudownej wody i ruszylismy w kierunku Jasnego Klifu.

Zdjecie: Droga wzdluz Gory Zimnego Kamienia, i niewielka chatka stojaca przy niej


Powiedziano nam, ze nalezy trzymac sie caly czas krawedzi gory, a z pewnoscia dojdziemy do celu. Szlismy powoli, podziwiajac niesamowite formacje skalne z naszej prawej strony, zwane Smokiem w Zelaznej Zbroji 铁甲龙, i majac najpierw pola uprawne z lewej.

Zdjecie: Smok w Zelaznej Zbroi


Po chwili obok nas pojawil sie strumien, zobaczylismy rowniez maszyne rozbijajaca kamienie - prawdopodobnie na tluczen na drogi. Mala M byla przerazona slyszac halas i widzac zmacona wode i pytala, czy rybkom nie stanie sie krzywda, ale ja uspokoilismy, ze strumien jest dlugi i rybki na pewno znalazly sobie spokojne miejsce na domek. Potem doszlismy do wsi - ktora jak sie okazalo nazywala sie Zhangjiatong 张家桐.

Zdjecie: Czas w wiosce Zhangjiatong zatrzymal sie kilkaset lat temu


Zdjecie: Stare drewniane domostwo w wiosce


I znow przeniesienie w czasie - mnostwo domostw sprzed kilkuset lat, kamiennych drozek miedzy domami, studzien, ludzie biedni ale pogodni, usmiechnieci. Mala M oczywiscie wzbudzila wielkie zainteresowanie (jak zwykle), starsi ludzie wylegli, zeby nas zobaczyc.

Zdjecie: Nie trzeba miec nawet wszystkich zebow by byc szczesliwym - czyzby wspolczesny Hanshan?


Skoro ukryję się na „Zimnej Górze”
Żyjąc z górskich roślin i jagód
Przez całe życie — to, czym mam się martwić?
Każdy podąża tylko za swoją karmą,
Dni i miesiące przepływają jak woda,
Czas to tylko iskierki wykrzesane z krzemienia.
Idź naprzód i pozwól, aby świat się zmieniał —
Ja jestem szczęśliwy siedząc sobie wśród tych skał


Wskazano nam droge, powiedzielismy, skad przybywamy i co robimy, poszlismy dalej. Czas plynal nieublaganie i uswiadomilismy sobie, ze Jasnego Klifu zobaczyc nie zdazymy.

Zdjecie: Ta formacja skalna znajduje sie na polnocnym koncu Gory Zimnego Kamienia - w prawo droga wiedzie do Zimnego Klifu, w lewo - do jasnego


Droga rozwidlala sie, w koncu znalezlismy wlasciwa droge ku Jietou i dowiedzielismy sie, ze ostatni autobus spod Jasnego Klifu wraca do Jietou o 16:30. Idealnie nam to pasowalo, jako ze ostatni bus z Jietou do Tiantai wg naszych informacji jechal pare minut po 17:00.

Troche stalismy i czekalismy, w koncu dla rozgrzania sie poszlismy w kierunku Jietou.

Zdjecie: Stare domostwo w wiosce Hecun:


...i przedszkole przy wioskowym klubie kultury; starsze dzieci opiekuja sie mlodszymi:


Przeszlismy przez wioske Hecun 何村, szlismy, szlismy, zaczal padac drobny deszcz, zjedlismy troche czekolady dla poprawienia humorow, weszlismy na chwile do dwoch malenkich przydroznych taoistycznych kapliczek, wypilismy resztke cudownej wody, i szlismy dalej - az prawie doszlismy do Jietou.

Zdjecie: Na wsi chinskiej kobiety albo ciezko pracuja w polu:


...albo chalupniczo - recznie robia maty na siedzenia samochodowe:


Ostatnie 500m przejechalismy busikiem, ktorego kierowca nas uspokoil, ze choc ostatni bus do Tiantai juz pojechal, to mozemy pojechac taksowka, ktora bierze pasazerow za Y10 i odjezdza, gdy ma komplet. Jak tylko wyszlismy z busu podszedl do nas kierowca taksowki, ale dziewczyny chcialy jeszcze kupic cos do picia w supersamie. W pewnym momencie wpadl kierowca pytajac, czy jedziemy, ja poprosilem, by poczekal 5 minut, on zgodzil sie, wyszedl i tyle go widzielismy. Sciemnilo sie, padalo coraz mocniej, a mysmy czekali udzielajac doglebnego wywiadu okolicznym mieszkancom. Czekalismy, czekalismy, a taksowki nie przyjezdzaly.

Zdjecie: Wieczor w Jietou, pada deszcz, jest zimno, a taksowki ani widu, ani slychu


W koncu podjechal niewielki busik, ktorego kierowca zaprosil nas do srodka. Zapytany, za ile nas powiezie powiedzial, ze nie chce pieniedzy, jedzie do Tiantai, nudzi mu sie jechac samemu, wiec wezmie nas za darmo. Ja sie na to nie zgodzilem, bo tak nie wypada, on opieral sie, w koncu rzucil sume Y10 i pojechalismy. Opowiadal nam o sobie - ze ma hotel w Tiantai dany w ajencje, z czego ma Y110tys. rocznie, ma rowniez fabryke paszy w miescie Shaoxing 绍兴, zatrudniajaca 100 osob, 6 samochodow w tym BMW serii 5, 22-letnia corke na studiach na slawnym Uniwersytecie Tongji w Szanghaju, i dwa lata od niej mlodszego syna uczacego sie w Tianjinie. Rozmowa byla sympatyczna, ale ja prawie zasnalem. Zawiozl nas pod dworzec autobusowy, pozegnalismy sie, zlapalismy taryfe i pojechalismy zjesc cos w obiecanym Malej M KFC. Zarcie tam paskudne, ale Malej M smakowalo, tylko sie dziwila, ze kurczak ma kosci, bo dotad tak podanego kurczaka nie widziala. Ja jej wytlumaczylem, ze to, co je, jest zrobione z kury, a ta ma kosci i mieso. Bardzo sie temu Mala M dziwowala. Potem znow wzielismy taksowke, i bardzo zmeczeni wrocilismy do hotelu. Mala M jak zwykle zrobila lekcje, jeszcze tylko kapiel, i spac.

Minal dzien, nadeszla noc, a slowa Hanshana jakos nie chca wyjsc z glowy...

Wierzyciele nie zawracają mi głowy
W chłodzie rozpaliłem małe ognisko
Kiedy doskwiera mi głód, gotuję sobie nieco zielonych warzyw.
Nie mam żadnego prawa własności, tak jak bogaty chłop
Z jego olbrzymią stodołą i pastwiskiem —
On tylko wznosi więzienie dla siebie samego.
Raz się tam znalazłszy, nie może się wydostać.
Pomyśl o tym —
Wiesz dobrze, że może to przydarzyć się i tobie...


Piata czesc relacji preczytasz tutaj:

Czesc 5 - Gora Czerwonej Twierdzy i Niebianska Jaskinia