8 stycznia 2009

Niebianskie Tarasy 天台山 - Czesc 4 - Poezja Zimnej Gory


Ścieżka prowadząca do domu Han Shana jest zaiste śmieszna.
Istnieje droga, lecz nie widać śladu wozu ani konia.
Zbiegające się ze sobą wąwozy — ciężko śledzić ich zakręty,
Bezładnie pomieszane skały — niewiarygodnie surowe.
Tysiące traw pochylają się pod ciężarem rosy,
Porośnięte sosnami wzgórze szemrze na wietrze.
I jeszcze zgubiłem skrót wiodący do domu,
Ciało zapytuje cień: jak za mną nadążasz?

Dzis obudzilem dziewczyny i niemal zmusilem do wczesnego wstania i pojscia na sniadanie. W restauracji tlum - w hotelu odbywal sie akurat zjazd dyrektorow lokalnych szkol nauki jazdy. Obecnie Chinczycy duzo podrozuje, turystycznie i w interesach, ale kilkanascie lat temu, gdy wiekszosc pracowala w panstwowych zakladach pracy, jedyna mozliwoscia wyjazdu byly delegacje na roznego rodzaju konferencje; konferencje te zwykle odbywaly sie w atrakcyjnych turystycznie miejscach - dzieki temu przy minimalnym prawdziwym ruchu turystycznym Chiny mialy jako-takie zaplecze. Dzis jest zupelnie inaczej, prywatny biznes kwitnie, Bylo troche przepychanki do zarcia, ale najedlismy sie setnie, szybko przygotowalismy do wyjscia i poszlismy na przystanek autobusowy. Stamtad pojechalismy na dworzec polnocny, gdzie dowiedzialem sie, iz najwczesniejszy autobus na szczyt Huading jedzie o 8:10, przejazd zajmuje ok. godziny. Ostatni jedzie o 13:00, on tez jest ostatnim wracajacym - czyli wraca ok. 14:00. Cena biletu wynosi Y11. Informacje pozyteczne, tylko jak my sie pozbieramy, zeby tak szybko wstac? Potem wzielismy taksowke, ktora mila taksowkarka zawiozla nas na dworzec autobusow dalekobieznych 客运站. Tam wsiedlismy w bus do miejscowosci Jietou 街头镇 - podroz zajela ok. 45 minut i kosztowala Y6.5 od osoby. Przejazd byl sympatyczny, choc pogoda taka sobie - niebo zachmurzone, zasnute granatowymi chmurami, ponuro, choc cieplo. Jedna z pasazerek jak tylko wsiadla do busu, to zaczela sie obzerac jakims swinstwem w worku foliowym.

Zdjecie: Mieszkancy Jietou sa bardzo towarzyscy


Nie minelo 10 minut, a jedzenie wrocilo do worka - siedzialem obok wiec widzialem wszystko; tylko konsystencja byla plynna i kolory takie jakies malo zdefiniowane. Normalne, rzygi. Uchylilem okno i znow bylo fajnie. Nie rozumiem tylko, dlaczego ktos, kto ma chorobe lokomocyjna nie wezmie jakichs tabletek i nie usiadzie z przodu, tylko z tylu na kole i jeszcze sie zazera czyms? Podroz minel szybko, bylismy dosc podekscytowani, jako ze naszym celem byl Zimny Klif 寒岩, miejsce w ktorym slawny pustelnik i poeta Hanshan medytowal i pisal wiersze.

Zdjecie: Hanshan - Zimna Gora - tajemniczy pustelnik i poeta


Hanshan 寒山 - Zimna Gora - jest figura dosc tajemnicza, zyl w czasach dynastii Tang, prawdopodobnie w 8 w. n.e. Pochodzil z polnocnych Chin, owczesnej stolicy miasta Xianyang 咸阳 ale najprawdopodobniej zawieruchy polityczne zmusily go do udania sie na dzikie poludnie - i wlasnie tu, dzien drogi od Gor Tiantai Hanshan zamieszkal w jaskini, znajdujacej sie w Gorze Zimnego Kamienia 寒石山, od ktorej przyjal zreszta imie, pod ktorym jest znany do dzis. Jaskinia znajduje sie pod klifem, zwanym Zimnym Klifem 寒岩. Choc wiele zrodel uwaza go za mnicha Zen, a nawet za ucielesnienie jednej z boddhisatw, poezja Hanshana (ok. 300 wierszy) wskazuje, ze jego poglady byly swoistym polaczeniem buddyzmu z taoizmem. Z drugiej strony tak naprawde nie byl mnichem, lecz raczej pustelnikiem, a tylko niekiedy udawal sie do buddyjskiej Swiatyni Czystego Panstwa, by spotkac sie ze swoim przyjacielem Znajda 拾得 (pracujacym w swiatynnej kuchni) i mistrzem Wielkim Kijem 丰干. Wiersze Hanshana opisuja zycie w pustelni, z daleka od ludzi, wsrod dzikiej przyrody, pelne sa mistycznych odniesien charakterystycznych dla osoby poszukujacej duchowego wyzwolenia poprzez medytacje.

Zdjecie: Hanshan i Shide (Znajda), jego nieodlaczny przyjaciel; z biegiem czasu przeszli do legendy i stali sie ludowymi bostwami:


Musze przyznac, ze tak naprawde odkrylem Hanshana i jego poezje dopiero poznym wieczorem naszego pierwszego dnia pobytu w Tiantai. Dziewczyny juz spaly, ja zaczalem przegladac kupione ksiazki i wsrod nich natknalem sie najpierw na wzmianke o "Dziwaku z Zimnej Gory", ktory, jak sie okazalo, ukrywal sie w jednej z jaskin niedaleko Tiantai; chwile potem okazalo sie, ze wsrod zakupow znalazla sie ksiazka z jego poematami. Zainteresowanych odsylam do strony z polskimi tlumaczeniami poematow Hanshana - Han Shan: Poematy "Zimnej Góry". Uwaga: najlepiej czytac je poznym wieczorem gdzies w gorach... (wszystkie wiersze tu cytowane pochodza z tej wlasnie strony - podziekowania i uklony dla Andrzeja Osinskiego!).

Samo miejsce dla mnie osobiscie dodatkowo wiazalo sie z tym, ze Bill Porter, ktorego ksiazka "Droga do Nieba" wywarla na mnie duzy wplyw, stal sie znany wlasnie dzieki bardzo chwalonemu tlumaczenie poezji Hanshana na j.angielski.

Mala dygresja - Chiny maja swoj Szlak Jedwabny, Droge Herbaciana, ale Szlaku Poezji Epoki Tang 唐诗之路, laczacy miejsca zwiazane z najwazniejszymi poetami dynastii Tang (7-10 w.n.e.) - okresu najwiekszego rozkwitu chinskiej kultury i poezji - jest znacznie mniej znany. Tiantai jest waznym miejscem na tym szlaku, a slawny Li Bai 李白, znany z romantycznych wierszy i pijackiego trybu zycia - byl na Tiantai dwa razy i opisowi tego miejsca poswiecil kilkanascie ze swoich wierszy.

Wracajac do naszej podrozy - w koncu dojechalismy do Jietou, pierwsze kroki skierowalismy do znajdujacego sie w sercu miesciny sklepu handlowego - by zasiegnac jezyka. Sama miejscowosc wygladala bardzo typowo - niska parterowa biedna zabudowa poprzeplatana nowymi budynkami o 3-4 kondygnacjach, duzo smieci, jakies brudne garkuchnie, sterane latami busy i krolujace na wsi blaszane trojkolowce trojkolowce. Sporo ludzi, ktos tam grajacy w karty, ktos pytlujacy, inni jedzacy lunch, gwar i ruch typowy dla malych chinskich miasteczek. Tylko ten supersam pasowal tam jak piesc do nosa, ale to znak czasu, dowod szybkich zmian w Chinach. W supersamie glosna muzyka - chinski pop, sprzedawczynie gadaja i jedza makaron z blaszanych pudelek, ja ide do pomieszczenia na ktorym widnieje napis "biuro - obcym wstep wzbroniony", i pytam o to, jak dotrzec do Zimnego Klifu. Okazuje sie, ze sprzedawczyni byla ze wsi Hou'an 后岸 znajdujacej sie nie opodal klifu. Doradzila wziecie trojkolowca, ktory za Y30 powinien nas tam zawiezc. Powiedziala, ze jest dojazd do Jasnego Klifu sasiadujacego z Zimnym Klifem - dojazd regularnymi busami za grosze; odleglosc miedzy klifami to 4km (wiedzialem o tym z przewodnika), wiec mozna przejsc od jednego do drugiego piechota w godzinke. Wyszlismy wiec na placyk przed sklepem, zgadalem sie z kierowca trojkolowca, uzgodnilismy sume Y20, i wsiedlismy pod blaszana plandeke.

Zdjecie: Ten wspanialy pojazd trojkolowy powiozl nas z Jietou pod gore Hanshana


Mala M byla zachwycona - kilka dni temu chciala, zeby tata kupil Honde CRV, ale teraz jej marzeniem stalo sie posiadanie blaszanego trojkolowca z otwartym tylem. Jechalismy droga najpierw przez miasteczko, a potem wsrod suchych o tej porze roku ryzowisk i fascynujacych geologicznych formacji, gor/poteznych skal, o pionowych scianach, porosnietych sosnami, gajami bambusowymi.

Zdjecie: Widok na wioske Hou'an, w dali ponura Gora Zimnego Kamienia


Po ok. pol godzinie dotarlismy w koncu pod stojaca na osobnosci potezna formacje skalna, i nasz kierowca objasnil, ze to wlasnie jest Zimny Klif. Pokazal nam rowniez droge do jaskini, i wyjasnil, jak przejsc do Jasnego Klifu. NB oba klify znajduja sie na tej samej gorze, jeden zwrocony jest na wschod (Klif Jasny 明岩), a drugi - zachodnia (Zimny Klif). Gora stala wsrod pol ryzowych i gajow mandarynkowych, wzbudzala respekt swym majestatem i surowym pieknem pionowych skalnych scian.

Zdjecie: Surowe pionowe skaly Gory Zimnego Kamienia wywarly na nas duze wrazenie


Przeszlismy najpierw przez niewielki mostek przerzucony nad waskim ale glebokim wawozem, w ktorego dole plynal strumien, i poszlismy waska sciezka wijaca sie wsrod sadow mandarynkowych. Po prawej stronie widac bylo geste zagajniki bambusow.

Zdjecie: Bambusowe gaje i mandarynkowe sady pod gora:


Szlismy w ciszy - miejsce bylo jak zaczarowane, bezludne, tajemnicze. W koncu sciezka wolno pnaca sie w gore rozdzielala sie - ta w lewo prowadzila do schodow i dalej do jaskini, ktorej fragment olbrzymiego otworu wejsciowego widzielismy ze sciezki; sciezka w prawo prowadzila w gore, wzdluz pionowej sciany, pomiedzy olbrzymimi glazami. Ta w prawo wygladala bardziej fascynujaco, wiec zdecydowalismy sie tam najpierw skierowac nasze kroki.

Zdjecie: Ogromna sciana skalna obok ktorej znajduje sie niewielka drozka prowadzaca do jaskini:


Po chwili znalezlismy sie miedzy pionowa skala - ktora tworzyla jakby ciemny rog monstrualnego pokoju bez dachu - a olbrzymimi glazami. Ze szczytu gory spadala woda, zraszajaca glazy, i czyniaca ich powierzchnie czarna i blyszczaca. Mala M byla zafascynowana miejscem, oczywiscie oboje natychmiast zalozylismy kapoce i poszlismy umyc rece w tej rzadkiej wodnej kurtynie. Jak pisza przewodniki, gdy wieje wiatr woda jest rozpylana na mgielke, i promienie zachodzacego slonca rozszczepiaja sie naniej wywolujac tecze. Widok ten zaliczany jest do slawnych osmiu widokow gor Tiantai i zwany "Zimnym Klifem o Zachodzie Slonca" 寒岩夕照.

Zdjecie: Woda spada ze szczytu klifu na olbrzymie glazy - w sloneczny dzien tworzy sie na niej tecza:


Nam zasnute chmurami niebo nie pozwolilo na ogladanie tego zjawiska. Potem zaczelismy wspinac sie sciezka wyzej - obok niej znalezlismy napisy wyryte w wielkim glazie a nie wymieniane w zadnym przewodniku. Probowalismy isc wyzej, ale w pewnym momencie sciezka zamienila sie w wyschniete koryto gorskiego strumienia i dalsze przejscie bylo utrudnione. Wrocilismy wiec ta sama droga - oczywisce razem z Mala M myjac znow rece w spadajacej wodzie - i udalismy sie w kierunku jaskini.

Zdjecie: Wejscie do jaskini pod Zimnym Klifem:


Jej ogrom nas zaskoczyl - wejscie do niej ma 15m wysokosci, 48m szerokosci, a sama jaskinia ma 70m wglab. Wyglada jak olbrzymie pomieszczenie - ma 3tys. m2 powierzchni.

Zdjecie: Jaskinia jest ogromna - w srodku stoja obie M


W jej kilku rogach znajdowaly sie niewielkie oltarzyki, pod jednym z nich niewielki otwor studzienny przykryty blaszana pokrywa, a z lewej strony stal malo gustowny 2-kondygnacyjny kompleks budynkow - jak po chwili sie okazalo rodzaj prymitywnej swiatyni.

Zdjecie: Niewielki oltarzyk pod sciana wewnatrz jaskini


Pod jej sciana stala oparta kamienna plyta z nazwiskami osob, ktore - jak glosil napis - daly datej minimum Y100 na odbudowe swiatyni Zimnej Gory. Nad naszymi glowami slychac bylo piski nietoperzy, a kazdy dzwiek potegowalo echo. Duza M wyszla z jaskini, Mala M do niej po chwili dolaczyla, a ja dalej ja eksplorowalem, az przeszedlem do budynku z czesciowo ceglanymi, a czesciowo bialymi scianami. Na jego scianach wisialy buddyjskie sentencje, a na pieterku, na chwiejnej drewnianej podlodze znajdowal sie niewielki oltarz.

Zdjecie: Z boku jaskini znajduje sie niewielka buddyjska kapliczka, ktora opiekuje sie pani Xie


Po chwili zszedlem na dol, i natnalem sie na starsza, usmiechnieta kobiete - o nazwisku Xie 谢 - ktora, jak sie okazalo, od 5 lat mieszkala w swiatyni i opiekowala sie nia. Jak wyjasnila, przed nia w swiatyni mieszkala Pani Wang, ktora z wlasnych pieniedzy wzniosla ja. Pani Wang zmarla kilka lat temu, ponoc nagrzeszyla za zycia, stad pod jego koniec wzniosla swiatynia i zamieszkala w niej, chcac w ten sposob odkupic swoje winy. Xie miala 60 lat, byla bardzo pogodna osoba, i oprowadzila nas po jaskini, pokazujac na jej scianach formy w ksztalcie legendarnego feniksa (ptaka, ktory co 500 lat spala sie po to, by odrodzic sie na nowo z popiolow), ryb, buddy. Jak powiedziala, sama gora ma ksztalt lwa, ktorego paszcza jest jaskinia, a jej polnocno-wschodnia czesc to jego cialo i ogon. Na dnie jaskini mozna zobaczyc zwinietego smoka z glowa skierowana ku studni; z lewej strony jaskinii widac skale wygladajaca jak olbrzymi zolw, a z prawej - glowe weza wypelzajacego zza gory. Zolw i waz pilnuja jaskinii 龟蛇守洞. Przewodniki pisza, ze zolw i waz tworza slawne taoistyczne bostwo polnocy Xuanwu 玄武, to akcent taoistyczny tego miejsca.

Zdjecie: Pani Xie w pozycji medytacji na glazie, na ktorym medytowal sam Hanshan


Potem Xie pokazala nam wielki glaz przed wejsciem do jaskini - jak wyjasnila byl to kamien, na ktorym Hanshan medytowal i zademonstrowala, jak wyglada pozycja medytacji. Jak powiedziala, w medytacji najwazniejsze jest, by wszystkie mysli byly usuniete z umyslu, i by w umysle byl tylko Budda. Przyznam, ze prosta wiejska kobiecina, za jaka ja uznalem na pierwszy rzut oka, pokazala nam wowczas zupelnie inne, nieoczekiwane oblicze. Nastepnie Xie nalala nam do butelki wody z jaskiniowej studni (o ponoc magicznej uzdrawiajacej mocy). Powiedziala tez, ze jaskinia jest przyjemnie chlodna latem, i ciepla zima, a poniewaz zwrocona jest na poludniowy zachod, od 8:30 rano do wieczora slonce oswietla jej wnetrze.

Zdjecie: Widok z jaskini na okoliczne pola i gory


Po rozmowie pozegnalismy sie, ja jeszcze w miedzyczasie wrzucilem troche pieniedzy do skrzynki na datki, i poszlismy w prawo. Xie odradzala nam te sciezke, mowiac, ze nie da sie nia przejsc. Mnie z kolei zalezalo by zobaczyc jeszcze jedna atrakcje tego miejsca - formacje skalna w ksztalcie mostu, zwana Mostem Sroki 鹊桥. Poszlismy zatem sciezka wsrod ostrych traw, ktore skaleczyly w raczke biedna Mala M (ale teraz wie, ze roslinki tez maja swoja bron, ostre jak pila krawedzie). Sciezka w pewnym momencie konczyla sie niewielkim sadem mandarynkowym, zamknietym prymitywna brama. Powiedzialem dziewczynom, zeby zaczekaly na mnie (Duza M oglosila piknik - konsumpcje puszek, starych bulek i czekolady z paczki) i poszedlem dalej sciezka. Po chwili stala sie ona bardzo slabo widoczna, bardzo zarosnieta wysokimi nieprzyjaznymi cierniami i kaleczacymi trawami. Przeszedlem miedzy wielkimi glazami i doszedlem do miejsca, w ktorym sciezka konczyla sie. Odwrocilem sie by wrocic do dziewczyn, spojrzalem za siebie, i... zobaczylem Most Sroki!

Zdjecie: Dwa widoki na Most Sroki - na strone oswietlona:


...i zacieniona - podobne ujecie znajduje sie na okladce tlumaczenia poezji Hanshana, ktorego dokonal Bill Porter:


Wrazenie bylo duze, spedzilem tam dluzsza chwile, po czym wrocilem do dziewczyn. Puszka z tunczykiem byla juz otwarta, czerstwawa bulka dodala nowych sil, jeszcze lyk cudownej wody i ruszylismy w kierunku Jasnego Klifu.

Zdjecie: Droga wzdluz Gory Zimnego Kamienia, i niewielka chatka stojaca przy niej


Powiedziano nam, ze nalezy trzymac sie caly czas krawedzi gory, a z pewnoscia dojdziemy do celu. Szlismy powoli, podziwiajac niesamowite formacje skalne z naszej prawej strony, zwane Smokiem w Zelaznej Zbroji 铁甲龙, i majac najpierw pola uprawne z lewej.

Zdjecie: Smok w Zelaznej Zbroi


Po chwili obok nas pojawil sie strumien, zobaczylismy rowniez maszyne rozbijajaca kamienie - prawdopodobnie na tluczen na drogi. Mala M byla przerazona slyszac halas i widzac zmacona wode i pytala, czy rybkom nie stanie sie krzywda, ale ja uspokoilismy, ze strumien jest dlugi i rybki na pewno znalazly sobie spokojne miejsce na domek. Potem doszlismy do wsi - ktora jak sie okazalo nazywala sie Zhangjiatong 张家桐.

Zdjecie: Czas w wiosce Zhangjiatong zatrzymal sie kilkaset lat temu


Zdjecie: Stare drewniane domostwo w wiosce


I znow przeniesienie w czasie - mnostwo domostw sprzed kilkuset lat, kamiennych drozek miedzy domami, studzien, ludzie biedni ale pogodni, usmiechnieci. Mala M oczywiscie wzbudzila wielkie zainteresowanie (jak zwykle), starsi ludzie wylegli, zeby nas zobaczyc.

Zdjecie: Nie trzeba miec nawet wszystkich zebow by byc szczesliwym - czyzby wspolczesny Hanshan?


Skoro ukryję się na „Zimnej Górze”
Żyjąc z górskich roślin i jagód
Przez całe życie — to, czym mam się martwić?
Każdy podąża tylko za swoją karmą,
Dni i miesiące przepływają jak woda,
Czas to tylko iskierki wykrzesane z krzemienia.
Idź naprzód i pozwól, aby świat się zmieniał —
Ja jestem szczęśliwy siedząc sobie wśród tych skał


Wskazano nam droge, powiedzielismy, skad przybywamy i co robimy, poszlismy dalej. Czas plynal nieublaganie i uswiadomilismy sobie, ze Jasnego Klifu zobaczyc nie zdazymy.

Zdjecie: Ta formacja skalna znajduje sie na polnocnym koncu Gory Zimnego Kamienia - w prawo droga wiedzie do Zimnego Klifu, w lewo - do jasnego


Droga rozwidlala sie, w koncu znalezlismy wlasciwa droge ku Jietou i dowiedzielismy sie, ze ostatni autobus spod Jasnego Klifu wraca do Jietou o 16:30. Idealnie nam to pasowalo, jako ze ostatni bus z Jietou do Tiantai wg naszych informacji jechal pare minut po 17:00.

Troche stalismy i czekalismy, w koncu dla rozgrzania sie poszlismy w kierunku Jietou.

Zdjecie: Stare domostwo w wiosce Hecun:


...i przedszkole przy wioskowym klubie kultury; starsze dzieci opiekuja sie mlodszymi:


Przeszlismy przez wioske Hecun 何村, szlismy, szlismy, zaczal padac drobny deszcz, zjedlismy troche czekolady dla poprawienia humorow, weszlismy na chwile do dwoch malenkich przydroznych taoistycznych kapliczek, wypilismy resztke cudownej wody, i szlismy dalej - az prawie doszlismy do Jietou.

Zdjecie: Na wsi chinskiej kobiety albo ciezko pracuja w polu:


...albo chalupniczo - recznie robia maty na siedzenia samochodowe:


Ostatnie 500m przejechalismy busikiem, ktorego kierowca nas uspokoil, ze choc ostatni bus do Tiantai juz pojechal, to mozemy pojechac taksowka, ktora bierze pasazerow za Y10 i odjezdza, gdy ma komplet. Jak tylko wyszlismy z busu podszedl do nas kierowca taksowki, ale dziewczyny chcialy jeszcze kupic cos do picia w supersamie. W pewnym momencie wpadl kierowca pytajac, czy jedziemy, ja poprosilem, by poczekal 5 minut, on zgodzil sie, wyszedl i tyle go widzielismy. Sciemnilo sie, padalo coraz mocniej, a mysmy czekali udzielajac doglebnego wywiadu okolicznym mieszkancom. Czekalismy, czekalismy, a taksowki nie przyjezdzaly.

Zdjecie: Wieczor w Jietou, pada deszcz, jest zimno, a taksowki ani widu, ani slychu


W koncu podjechal niewielki busik, ktorego kierowca zaprosil nas do srodka. Zapytany, za ile nas powiezie powiedzial, ze nie chce pieniedzy, jedzie do Tiantai, nudzi mu sie jechac samemu, wiec wezmie nas za darmo. Ja sie na to nie zgodzilem, bo tak nie wypada, on opieral sie, w koncu rzucil sume Y10 i pojechalismy. Opowiadal nam o sobie - ze ma hotel w Tiantai dany w ajencje, z czego ma Y110tys. rocznie, ma rowniez fabryke paszy w miescie Shaoxing 绍兴, zatrudniajaca 100 osob, 6 samochodow w tym BMW serii 5, 22-letnia corke na studiach na slawnym Uniwersytecie Tongji w Szanghaju, i dwa lata od niej mlodszego syna uczacego sie w Tianjinie. Rozmowa byla sympatyczna, ale ja prawie zasnalem. Zawiozl nas pod dworzec autobusowy, pozegnalismy sie, zlapalismy taryfe i pojechalismy zjesc cos w obiecanym Malej M KFC. Zarcie tam paskudne, ale Malej M smakowalo, tylko sie dziwila, ze kurczak ma kosci, bo dotad tak podanego kurczaka nie widziala. Ja jej wytlumaczylem, ze to, co je, jest zrobione z kury, a ta ma kosci i mieso. Bardzo sie temu Mala M dziwowala. Potem znow wzielismy taksowke, i bardzo zmeczeni wrocilismy do hotelu. Mala M jak zwykle zrobila lekcje, jeszcze tylko kapiel, i spac.

Minal dzien, nadeszla noc, a slowa Hanshana jakos nie chca wyjsc z glowy...

Wierzyciele nie zawracają mi głowy
W chłodzie rozpaliłem małe ognisko
Kiedy doskwiera mi głód, gotuję sobie nieco zielonych warzyw.
Nie mam żadnego prawa własności, tak jak bogaty chłop
Z jego olbrzymią stodołą i pastwiskiem —
On tylko wznosi więzienie dla siebie samego.
Raz się tam znalazłszy, nie może się wydostać.
Pomyśl o tym —
Wiesz dobrze, że może to przydarzyć się i tobie...


Piata czesc relacji preczytasz tutaj:

Czesc 5 - Gora Czerwonej Twierdzy i Niebianska Jaskinia

7 stycznia 2009

Niebianskie Tarasy 天台山 - Czesc 3 - Taoistyczy Palac Tongbai i poszukiwacze niesmiertelnosci

Wczesniejsze czesci relacji znajduja sie tutaj:

Czesc 1 - miasteczko i mistrz Zhiyi
Czesc 2 - Swiatynia Wysokiej Swiatlosci i skalista dolina

DZIEN 4

Wstalismy dzis bardzo pozno, w sam raz, zeby zjesc wczesny obiad w hotelowej restauracji. Obiad byl OK, jak zwykle zadnego miesa (stronimy od niego podczas wyjazdow, bo mieso w Chinach czesto przechowuje sie w dosc kiepskich warunkach sanitarnych, czesto rozmraza i ponownie zamraza). Dla dodania sobie energii zamowilismy duza ilosc makaronu, i na tym przezylismy praktycznie caly dzien. Poniewaz start mielismy naprawde pozny - skonczylismy obiad po 13:00 - to i plany nam sie zmienily. Zdecydowalismy zobaczyc raczej bliskie miejsca - a konkretnie taoistyczna swiatynie Tongbai 桐柏宫. Na mapie sprawdzilem, ze jedzie w tamtejsze okolice autobus nr 8, ale zeby zaoszczedzic czas wzielismy takse, ktora za Y35 zawiozla nas pod sama swiatynie. Podczas negocjacji z taksowkarzem mialem wiele watpliwosci - on twierdzil, ze podwiezie nas pod sama swiatynie, a ja mialem wrazenie, ze cos kreci - jako ze w 1996 roku, gdy bylismy tu pierwszy raz, zadnej drogi nie bylo i trzeba bylo wspinac sie ladny kawalek pod gore. Taksowkarz jednak zaklinal sie, ze mowi prawde, wiec dalismy mu szanse udowodnic to - i ku naszemu zaskoczeniu zawiozl nas zupelnie nowa droga pod wrota samej swiatyni. Czas plynie, wszystko sie zmienia, i Chiny rowniez - wrecz nie do poznania. Samej swiatyni tez nie moglismy poznac - wowczas byl to zaledwie jeden budynek zbudowany na lace pod szczytem malowniczej gory. Obecnie byl to caly kompleks swiatynny - wciaz jeszcze w budowie - polozony przy dosc ruchliwej drodze. Przyznam szczerze, ze troche mnie ta zmiana zmartwila - miejsce wiele stracilo ze swej tajemniczosci i odosobnienia. 12 lat temu w swiatyni mieszkala mniszka Ye Qiumei 叶秋梅 z niewielka grupa uczniow, ktora zarzadzala miejscem i nauczala medytacji taoistycznej wg zasad Poludniowej Galezi odmiany Kompletnej Rzeczywistosci 全真道南宗. Odmiana ta zostala zalozona przez Zhang Boduana 张伯端 zyjacego na przelomie 10 i 11 w n.e.

Zdjecie: Nacisk na moralne postepowanie byl zawsze silnie akcentowany w Taoizmie, a tajemne formuly i nauki przekazywane tylko wybranym - napis w pawilonie glosi:
"DOBROC - gdy czlowiek postepuje dobrze, choc powodzenie jeszcze nie nadeszlo, nieszczescie juz sie od niego oddalilo; gdy czlowiek postepuje zle, choc nieszczescie jeszcze nie nadeszlo, powodzenie juz go opuscilo":


Taoisci daza do uzyskania niesmiertelnosci, i w poczatkowym okresie probowali stworzyc tzw. Zewnetrzny Eliksir 外丹 - fizyczna substancje, ktora po spozyciu uczynila by czlowieka niesmiertelnym. Poniewaz jednak glownymi substancjami, ktorych uzywali do syntezy eliksiru byly olow i rtec, jego spozycie zakonczylo zycie wielu alchemikow, a takze zadnych niesmiertelnosci cesarzy. Wieki nieudanych eksperymentow doprowadzily do rozwoju tzw. Wewnetrznej Alchemii, ktorej zasady mowia, iz nalezy wykorzystac posiadane przez kazdego czlowieka "Trzy Skarby" - sile zyciowa Qi 气, esencje witalna Jing 精 i swiadomosc Shen 神 - by poprzez bardzo specyficzna forme medytacji doprowadzic do pretworzenia ich w tzw. Wewnetrzny Eliksir 内丹 - ktory ma dawac niesmiertelnosc.

Zdjecie: Zhang Boduan (984-1082), nazywany "Purpurowa" Doskonala Istota Ludzka 紫阳真人, zalozyciel Galezi Poludniowej szkoly Wewnetrznej Alchemii


Zhang Boduan 张伯端 urodzil sie w 984 roku w rodzinie o tradycjach akademickich, od najmlodszych lat czytal traktaty zwiazane z Taoizmem, Budyzmem i Konfucjanizmem, mial nawet niewielkie sukcesy w egzaminach cesarskich i rozpoczal kariere urzednicza. Zhang lubil jesc ryby i pewngo razu jego kolega ukryl pod sklepieniem zamowione ryby. Zhang, przekonany, ze zjadla je sluzaca, srodze ja ukaral, co doprowadzilo do jej samobojstwa. Po pewnym czasie spod sufitu zaczely spadac robaki i cala sprawa wyszla na jaw. Byl to przelomowy moment dla Zhanga. Niedlugo potem za zniszczenie akt zostaje on zeslany na dzikie poludnie kraju i wcielony sila do wojska, a potem wielokrotnie przenoszony do roznych garnizonow. Ok. 1069 roku podczas pobytu w centralnych Chinach Zhang otrzymuje nieoczekiwanie tajemny przekaz Wewnetrznego Alchemii od przygodnie napotkanego "Niesmiertelnego". To spotkanie owocuje napisaniem przez Zhanga traktatu "Zrozumienie Rzeczywistosci" 悟真篇, w ktorym wylozyl swoje nauki, i ktory stal sie jednym z najwazniejszych klasykow Alchemii Wewnetrznej. Sam Zhang, przekazujac ten tekst swojemu uczniowi powiedzial: "Zawarlem w nim wszystko, czego nauczylem sie przez cale zycie, prosze wydaj go, a w przyszlosci z pewnoscia ktos dzieki niemu osiagnie Tao". Nauki Zhang Boduana zawieraja silny wplyw Buddyzmu Chan/Zen, bardzo popularnego w czasach Zhang Boduana. W wieku 99 lat, wiedzac, ze nadchodzi kres jego zycia, Zhang oczyscil cialo, usiadl w pozycji medytacji i opuscil swiat zywych, majac 99 lat. Jego zwloki poddano kremacji, a w popiele znaleziono rodzaj krysztalow o zielonkawym zabarwieniu, dowod na to, ze Zhang osiagnal Tao 成道.

Nauki Zhang Boduana daly poczatek tzw. Galezi Poludniowej szkoly Wewnetrznej Alchemii. Odmiana Polnocna zostala stworzona przez Wang Chongyanga 王重阳 i stala sie slawna dzieki osobie Qiu Chuji 丘处机, najwazniejszego z jego siedmiu uczniow i osobistego doradcy Czyngis Chana. Tiantai - a konkretnie swiatynia Tongbai - jest miejscem, gdzie medytowal Zhang Boduan i gdzie napisal swoj traktat, stad tak wazne sa te gory dla chinskiego Taoizmu.

Zdjecie: Nowowybudowany Budynek Palacu Tongbai, na pierwszym planie otoczone kamiennymi latarniami Osiem Trygramow i kolo Taiji:


W swiatyni nie znalezlismy zywej duszy, tylko w jednym z budynkow z glosnikow dochodzily spiewy taoistycznych modlitw. Zaczelismy spacerowac po kompleksie, ktory jest mieszanka nowych budynkow z nieco starszymi. Na duzym podworcu znajduje sie okrag w ksztalcie polaczonych ryb 太极图, zwany popularnie symbolem Taiji, z Osmioma Trygramami 八卦 (symbolami ktorych interakcje opisuja caly proces przemian swiata) wokol. Nieco dalej znajdowal sie jeden z glownych starych budynkow, przed ktorym postawiono mocno zniszczone figury kamienne i kompletnie nieczytelna tablice, rowniez z kamienia.

Zdjecie: Purpurowy Hall, w ktorym czczony jest Zhang Boduan; jak kazda religia, Taoizm istnieje w ludowej postaci, gdzie czci sie caly szereg bostw, i elitarnej - gdzie poprzez medytacje doskonali sie wewnetrznie:


Za nim znajdowal sie przyciemniony Hal Trzech Czystosci 三清殿 - z figurami trzech najwazniejszych bostw taoistycznych: Nefrytowej Czystosci 玉清, Najwyzszej Czystosci 上清 i Wielkiej Czystosci 太清. W Taoizmie ludowym to bostwa bedace przedmiotem kultu, w ezoterycznym natomiast symbolizuja procesy zachodzace w umysle medytujacego. Od niemal 2tys. lat - czasow slawnego Ge Honga 葛洪 - taoisci uwazaja, ze los czlowieka lezy w jego wlasnych rekach a nie Niebios 我命在我不在天.

Zdjecie: Ukryty w srodku kompleksu Pawilon Trzech Czystosci:


W swiatyni palily sie kadzidla, ktorych dym wraz z panujaca cisza wprowadzal w specyficzna atmosfere.

Zdjecie: Wnetrze Pawilonu Trzech Czystosci:


Nigdzie jednak nie widzielismy mnichow taoistycznych, przetoczyla sie tylko grupa turystow, ktorzy pokrzyczeli, pocharczeli, popluli, probowali zlamac marmurowa latarnie (bezskutecznie) i sobie w koncu poszli. Kiedy juz planowalismy wyjsc z kompleksu, na podworcu pojawil sie starszy mezczyzna, zapytalem go wiec, gdzie sa mnisi. W odpowiedzi zaprowadzil nas na podworzec na zapleczu, gdzie przy stoliku, na wolnym powietrzu, siedzieli mniszka i mnich wraz z jakas kobieta.

Zdjecie: Taoistyczna mniszka Yang z kolega (ktory ponoc ma lekarstwo leczace z wylewu krwi do mozgu:


Przywitalem sie i zapytalem, czy w swiatyni dalej mieszka Mistrzyni Ye, jako ze bylismy tutaj 12 lat temu, swego czasu napisalem do niej list, na ktory nie dostalem zadnej odpowiedzi. Mniszka (ktora nazywala sie Yang 杨道长) powiedziala, ze Mistrzyni Ye zmarla w 1999 roku, krotko po swoim wyjezdzie do USA. Przypomnialo mi sie, ze rzeczywiscie podczas naszej rozmowy wiele lat temu Ye wspominala swego "brata" - z ktorym razem uczyli sie u tego samego mistrza - ktory pojechal do USA i tam propagowal nauki Taoizmu z Tiantai. Jak sie okazalo ten "brat" wrocil do Tiantai w 2000 roku przywozac cialo Ye, i pozostal w Swiatyni Tongbai jako jej przeor. Yang byla jego wlasnie uczennica. Jak sama powiedziala, interesowala sie praktykami religijnymi od wielu lat, glownie buddyzmem, ale jakos nie miala szczescia do znalezienia mistrza (Chinczycy uwazaja, ze moze sie to stac tylko za sprawa przeznaczenia 缘分). Orginalnie z miasta Zhengzhou 郑州 w polnocnej prowincji Henan 河南 w 2005 roku w wieku 39 lat przyjechala do Tiantai - i pozostala tu. Obecnie swiatynia jest domem dla kilku mnichow, ktorzy tutaj medytuja pod kierunkiem mistrza, jednoczesnie gromadzac srodki do dalszej rozbudowy swiatyni, by przywrocic jej dawna swietnosc.

Zdjecie: Widok na starsza czesc swiatynnego kompleksu, na pierwszym planie staw, do ktorego w gescie milosierdzia wypuszcza sie ryby, kupione na targu:


Palac Tongbai 桐柏宫 ma historie liczaca wiele ponad 1000 lat. Zalozony w 711 r n.e. edyktem cesarskim w miejscu, gdzie slawny mistrz taoistyczny Ge Xuan 葛玄 z 3 w n.e. tworzyl eliksir niesmiertelnosci, byl miejscem religijnych praktyk i medytacji wielu slawnych taoistow. Swiatynia stala pierwotnie w zupelnie innym miejscu - w dolinie, ktora zostala w 1958 roku zalana jako rezultat zbudowania tamy i zbiornika retencyjnego. Zamieszkujacy ja mnisi ratowali co sie dalo, podczas gdy okoliczna ludnosc rabowala, co wpadlo w rece; lokalne wladze tez nie byly bierne - ponoc wielosetletnie drewniane posagi zostaly uzyte na drewno paleniskowe. Te kilka zniszczonych przedmiotow - ktore staly przed jednym z budynkow swiatynnych - bylo uratowanych ze starej swiatyni i przeniesionych na obecne miejsce. W obecnym miejscu stala pierwotnie Swiatynia Krzyczacego Zurawia 鸣鹤观, poswiecona legendarnemu taoiscie Wang Qiao 王乔, bostwu opiekunczemu Gor Tiantai, ktory ponoc tutaj, na pobliskim szczycie Qiongtai osiagnal niesmiertelnosc i ulecial ku niebu na zurawiu. W 1958 roku mnisi z Palacu Tongbai z koniecznosci przeniesli sie tutaj i nadali jej nazwe zalanej swiatyni.

Zdjecie: Tylne wejscie do Purpurowego Hallu, z napisem "Palac Tongbai" i kolem Taiji z Osmioma Trygramami:


Obecny przelozony swiatyni jest uczniem zmarlego w latach 80tych przeora swiatyni, mistrza Xie Xichun 谢希纯. Mistrz Xie zaslynal pokazem calkowitego zatrzymania oddechu i akcji serca na ponad 20 minut podczas badan lekarskich w Hangzhou 杭州 (stolicy prowincji), a zmarl w podeszlym wieku 94 lat. Mial kilku uczniow - wsrod nich Mistrzynie Ye, obecnego przeora Zhang Gaocheng 张高澄 oraz jeszcze jedna osobe. Mniszka Yang nie powiedziala mi jego imienia, ani dokladnie gdzie sie znajduje. Wspomniala tylko, ze ma 85 lat, mieszka w jednej ze swiatyn buddyjskich w Ningbo 宁波 (duze miasto prowincjonalne) i caly czas spedza na medytacji (praktyce alchemii wewnetrznej). Skonstatowalem, ze w tym wieku konieczne jest wykorzystanie czasu, bo niewiele go pozostalo, zeby moc osiagnac cel, na co ona pokiwala na to ze zrozumieniem glowa. Siedzacy obok mnich zapytal mnie, czy bylem w gorach Zhongnan 终南山. Sa to gory w polnocnej prowincji Shaanxi 陕西, slawne z duzej ilosci zyjacych tam pustelnikow. Wiele lat temu bylem tam - raz sam, raz z Duza M i Duzym J - choc nie w celu szukania medytujacych pustelnikow.

Zdjecie: Widok z Pawilonu Trzech Czystosci, na pierwszym planie patyczki wrozebne, ceramiczna kadzielnica i niewielka oliwna lampka:


Rozmowa zeszla na slawna ksiazke Billa Portera "Road to Heaven" (Droga do Nieba), wydana na poczatku lat 90tych w USA, a kilka lat temu w Chinach. Bill opisuje w niej swoje spotkania z pustelnikami w gorach Zhongnan. Jak sie okazalo Yang czytala te ksiazke (wywolala ona gwaltowne zainteresowanie religia i zyciem w odosobnieniu wsrod mlodych ludzi w Chinach), ale uwazala, ze Bill nie spotkal prawdziwych mistrzow - wg niej to ludzie, ktorzy po to udali sie w gory, by uciec od zgielku, i z pewnoscia unikali wszelkich spotkan. Ponoc obecnie w gorach Zhongnan mieszka bardzo wiele mlodych ludzi, dziewczeta w wieku 18-19 lat, ktore zyja tam w bardzo prymitywnych warunkach szukajac odosobnienia. Oboje zgodzilismy sie, ze udanie sie do pustelni powinno byc raczej konsekwencja osiagniecia wysokiego zaawansowania w praktykach alchemii wewnetrznej, kiedy to dla osiagniecia jeszcze wyzszych umiejetnosci konieczne jest znalezienie specjalnego miejsca - a nie romantycznego zrywu, ucieczki od normalnej rzeczywistosci, checi poddania sie testowi. Po chwili Yang nagle jakby sobie cos uswiadomila i powiedziala, ze chyba ma nasze stare zdjecie w swiatyni. Poszlismy za nia, i ku naszemu wielkiemu zdumieniu - wsrod kilku innych fotografii (glownie zbiorowych z jakichs kongresow taoistycznych) znajdowalo sie zdjecie usmiechnietej Mistrzyni Ye, z Duzym J (duzym obecnie - wowczas mial 8 lat) i Duza M. Zdjecie zreszta sam zrobilem i wyslalem do Mistrzyni Ye. I Duza M i mnie bardzo to zaskoczylo, to pieczolowicie przechowane zdjecie, slad pozostawiony przez nas, uplyw czasu. W kazdym razie byl to mily akcent, ktory do konca stopil wszelkie lody. Mala M dlugo i z niedowierzaniem przygladala sie fotografii nie mogac uwierzyc, ze ten maly chlopaczek na niej to jej wielki starszy brat. Potem stwierdzila, ze brat wygladal dziwnie.

Zdjecie: Taoistyczni mnisi z Palacu Tongbai - ich stroje i fryzury (dlugie wlosy u mezczyzn) sa odbiciem zwyczajow panujacych w Chinach 400 lat temu:


Yang zabrala nas jeszcze pod budynek z pozostalosciami starego Palacu Tongbai, powiedziala, ze szczatki kamiennych figur byly darami cesarza Yongzhenga 雍正 dla owczesnego przeora swiatyni, po tym, jak ten ostatni uleczyl cesarza. Posagi przedstawialy dwoch legendarnych ministrow dynastii Shang - Boyi 伯夷 i Shuqi 叔齐. Gdy Shang zostala podbita przez Zhou w 11 w. p.n.e. Boyi i Shuqi odmowili sluzby nowemu wladcy, mowiac, ze nie chca byc karmieni przez Zhou, i udali sie w gory, gdzie zywili sie dzikimi owocami lesnymi. Gdy jednak powiedziano im, ze caly kraj - i wszystko co w nim roznie i zyje, takze jedzone przez nich owoce - nalezy do Zhou, ze wstretem odrzucili rowniez te owoce i zmarli z glodu. Boyi i Shuqi dzieki Konfucjuszowi stali sie symbolami lojalnosci poddanych wobec wladcy.

Zdjecie: Zniszczone historycznymi zawieruchami kamienne figury Boyi i Shuqi, uratowane ze starego Palacu Tongbai:


Zrobilismy sobie wraz z mnichami kilka zdjec zdjec przed swiatynia, pomogla nam w tym kobieta, ktora rozmawiala wczesniej z Yang. Jak sie okazalo przyjechala ona z Kantonu, jest bardzo zainteresowana Taoizmem i jego metodami utrzymania zdrowia. Jak mowila cieszy sie, ze latwo dojechac do swiatyni, dzieki temu prosci ludzie beda mogli trafic tutaj i nauczyc sie metod dbalosci o zdrowie. Te metody sa dobre, nie jak buddyjskie - jako ze mnisi buddyjscy czesciej niz inni choruja na raka. Mniszka Yang siedziala cicho patrzac na mnie, ja tez siedzialem cicho, choc przez chwile walczylem, zeby nie zaczac polemiki, kobieta miala dobre intencje, tylko niepotrzebnie mieszala Buddyzm z blotem. Wiadomo, ze buddysci i taoisci niezbyt sie lubia, co nie znaczy, ze nie darza sie nawzajem szacunkiem, i nikt nie zaskarbi sobie przychylnosci taoistow plujac na buddystow. Nie istotne - nagle kobieta zaskoczyla mnie, bo poszla do pokoju i przyniosla unikalne wydanie ksiazki "Historia Tongbai" - swoja wlasna kopie - i podarowala mi. Czyzby zgadla, ze lubie ksiazki?

Zdjecie: Magiczne formuly i zaklecia sa wciaz pilnie strzezona czescia Taoizmu, a ich pisanie - Hua Fu 画符 wazna umiejetnoscia zaawansowanego adepta religii:


Mniszka Yang nie pozostala w tyle - rowniez po chwili przyniosla niewielka ksiazeczke - "Drogocenna Ksiega Nefrytowej Osi" 玉枢宝经. Ksiega zawiera opis tzw. Metod Pioruna 雷法 - ktore pozwalaja ponoc (wraz z zakleciami i przy wysokim zaawansowaniu w Alchemii Wewnetrznej) zmieniac pogode, wywolywac deszcze i pioruny. Ta ostatnia na pewno przyda sie, jak ktos zacznie podskakiwac...:)

Zdjecie: Widok na zbocza gory, na ktorej znajduje sie Palac Tongbai:


Czas plynal szybko, zdecydowalismy sie wracac, poprosilismy jeszcze o pokazanie nam starej gorskiej sciezki (tej, ktora 12 lat wczesniej weszlismy na gore do swiatyni), Yang odprowadzila nas, i po pol godzinie szybkiego marszu w dol znalezlismy sie w wiosce u stop gory.

Zdjecie: Niewielka swiatynka na sciezce prowadzacej do Palacu


Wioska nie byla juz jednak tym uroczym miejscem, ktore pamietalismy, ale zbiorowisko murowanych i ceglanych bunkrow, bez stylu i smaku. Niestety, kolejny dowod postepu cywilizacyjnego w Chinach. Wrazenie dosc ponure, na dodatek szlismy droga wzdluz strumienia, nad ktorym przed kazdym domem stal wychodek z rura odprowadzajaca ludzkie odchody do wody.

Zdjecie: Wychodek z widokiem:


Nie chce nawet opisywac, jakie panowaly tam zapachy. Jedyny sympatyczniejszy akcent to stadko koz z malymi kozletami, ktorymi zachwycila sie Mala M. Po drodze minelismy jeszcze urocza knajpke, pelna smieci i ze swinskim lbem lezacym na brudnej podlodze i czekajacym na konsumenta...

Zdjecie: "Urocza" knajpka przy petli autobusowej:


...i jedna z przyczyn, dla ktorych porzucilem jedzenie wieprzowiny calkowicie:


W koncu dotarlismy na petle autobusu nr 8, i podjechalismy na dworzec autobusowy, by dopytac sie jak dojechac do Klifu Hanshana (Zimnej Gory), slawnego mnicha Zen, poety i pustelnika, ktory w Tiantai spedzil 70 lat zycia i tutaj stworzyl wiekszosc swych slawnych poematow. Dworzec o tej godzinie (18:00) zamkniety byl na 4 spusty, ale obok w bagazowni w koncu udzielono nam informacji. Wsiedlismy dalej do autobusu nr 5 i pojechalismy do centrum miasta. Duza M chciala wracac do hotelu i tam zjesc kolacje, Mala M chciala isc do KFC, ja zaproponowalem wyjscie posrednie czyli jakas knajpe w miescie. Knajpe znalezlismy po rekomendacji w sklepiku z zabawkami (Mala M dostala notesik i 4-kolorowy dlugopis), niedroga, czysta i smaczna.

Zdjecie: Sympatyczna knajpka znaleziona dzieki miejscowej rekomendacji, cala obsluga zgromadzila sie, zeby podziwiac Mala M:


Zjedlismy jedzenie jarskie, i dzieki swietnemu pomyslowi Duzej M wypilismy ponad pol litra wina ryzowego, oczywiscie podgrzanego. Jedzenie nas pokrzepilo, wino rozgrzalo, wzielismy takse do hotelu z przystankiem na Dworcu Polnocnym - jako ze chcialem sie dowiedziec, o ktorej godzinie odjezdzaja spod niego autobusy na szczyt Tiantai - Huading 华顶.

Zdjecie: Z tej perspektywy swiat nabiera intensywniejszych kolorow:


Ten dworzec byl rowniez zamkniety, ale kilku podpitych jegomosci powiedzialo mi, ze o 8:00 rano jedzie autobus. W koncu dotarlismy do hotelu, Mala M miala jeszcze powtorke z chinskiego i matematyki, opowiedziala nam rowniez straszny sen, ktory miala kilka tygodni temu w Szanghaju - o tym, ze byl straszny duch, ktory chcial spac na krzesle w swiatyni, a ja na niego krzyczalem, zeby nie spal. Biedactwo...

Czwarta czesc relacji znajduje sie tutaj:

Czesc 4 - Poezja Zimnej Gory

5 stycznia 2009

Niebianskie Tarasy 天台山 - Czesc 2 - Swiatynia Wysokiej Swiatlosci i skalista dolina

Czesc pierwsza relacji znajduje sie tutaj:

Niebianskie Tarasy 天台山 - Czesc 1 - miasteczko i mistrz Zhiyi

DZIEN 3

Rano bardzo nie chcialo mi sie wstac - za dlugo pisalem blog wczoraj. Dziewczyny wyszly same na sniadanie, ja w koncu zmusilem sie do wyjscia w lozka, jakos doprowadzilem sie do porzadku, doszedlem do nich. Dochodzila 9:00 - koniec sniadania - i kucharze wlasnie zbierali podgrzewane tace z jedzeniem. Gromkim glosem obwiescilem, ze oto nadszedlem, i zadam jedzenia. Tlum kelnerek i stado kucharzy szybko przynioslo goraca kawe (obrzydliwa), chleb tostowy, maslo, dzem (zachodnie jedzenie, w sumie rzadkie do dostania w malych miescinach w Chinach, tutaj o dziwo bylo dostepne). Do tego lokalne specjaly - pyzy z wglebieniem, w ktore wklada sie poszatkowane i podgrzane kiszone warzywa, cieple buleczki na parze ze slodka pasta z czerwonej fasoli 豆沙馅包子, kleik ryzowy 稀饭 z solonymi warzywami 咸菜, orzeszkami i slonym (odpowiednio lezakowanym) jajkiem kaczym 咸鸭蛋.

Zdjecie: Pozny poranek powital nas blekitnym niebem i cieplym sloncem:


Dzis postanowilismy zjesc wiecej, jako ze planowalismy wyprawe na najwyzszy szczyt Gor Tiantai. Na szczyt prowadza dwie drogi - jedna obok hotelu, mniej uczeszczana; druga bardziej popularna, od strony miasta. Ja chcialem isc droga obok hotelu i zlapac jakas okazje tak, jak wczoraj. W koncu stwierdzilismy jednak, ze lepiej bedzie kupic bilety wejsciowe do swiatyni na szczycie w biurze turystycznym, i za to miec darmowy przejazd. Poszlismy wiec do biura obslugi ruchu turystycznego; pogoda byla piekna, sloneczna i wiosenna. Przy swiatyni Czystego Panstwa 国清寺 spotkalismy kilku mnichow, z ktorymi ucialem krotka pogawedke. Pytalem o to, czy znaja mistrzow zaawansowanych w praktykach medytacyjnych. Jeden z nich odpowiedzial, ze mistrzow jest wielu, ale wszystko zalezy od pytajacego - bo tak naprawde od kazdego mozna sie czegos nauczyc. Zapytalem wiec, czy znaja mnichow, ktorzy medytuja w pustelniach. Oni na to, ze sa tacy, ale niestety wielu robi to bardziej dla pokazu, niz z rzeczywistej potrzeby. Nie byly to zadne nowosci, ale zawsze dobrze zasiegnac jezyka. Rozstalismy sie przy petli autobusu linii nr 7 i przeszlismy do biura. Tam pani stanowczo odradzala nam wyjazd na szczyt 华顶, mowiac, ze tam nikogo nie ma, peonie teraz tez nie kwitna (szczyt objety ochrona jako rezerwat lesny i slawny z lak peonii, ktore kwitna na przelomie kwietnia i maja); polecala natomiast goraco wodospad Kamiennego Mostu 石梁 i Doline Niesmiertelnych 琼台仙谷. Wszystko stalo sie po chwili jasne - ona miala nas zawiezc "za darmo" do tych miejsc pod warunkiem, ze u niej kupimy bilety wejsciowe. Oczywiscie ona miala pieniadze z tych wejsciowek (do polecanych miejsc byly najdrozsze), wiec chciala nam wcisnac jak najwiecej atrakcji z wejsciowkami; szczyt jej sie nie oplacal, bo za daleko i wejsciowka tez tania. W koncu zasugerowala, ze doplacimy jej do przejazdu, ale zrezygnowalismy i zdecydowalismy sie pojsc droga kolo hotelu.

Zdjecie: Uliczni sprzedawcy zabawek i dewocjonaliow - w ramach sjesty poobiedniej mozna pograc w karty ze znajomym mnichem:


Po drodze napatoczyl sie jeszcze prywaciarz, ktory zaoferowal sie, ze nas podwiezie za dosc slona sume. Wysoka kwote podala rowniez sprzedawczyni dewocjonaliow w sklepie lokalnego stowarzyszenia buddyjskiego. Mielismy juz dosc tych niebotycznych sum, biala skora niestety od razu podbija tu ceny kilkukrotnie w porownaniu z tym, co placa Chinczycy. Zreszta tych ostatnich tez sie kroi, jak powiada moj nauczyciel Taijiquan "U stop slawnych gor nie ma dobrych ludzi" 名山脚下无良民...

Poszlismy zatem droga, ale ku naszemu rozczarowaniu minelo nas zaledwie kilka ciezarowek zaladowanych tluczniem i kilka motocykli. Wspinalismy sie wiec do gory sciezka przecinajaca serpentyny drogi, tak, jak poprzedniego dnia.

Zdjecie: Typowe wiejskie domostwo w gorach - zbudowane z kamienia, ogrodzone wysokim murem, polozone nad brzegiem potoku, przy drodze:


Pogoda byla piekna, podejscia dosc meczace, ale widoki piekne, widzielismy tez kilka gatunkow ptakow, ktorych nie potrafie rozpoznac (szczerze mowiac na ptakach nie znam sie w ogole). Ptaki zupelnie nas sie nie baly, najwyrazniej te szlaki sa rzadko odwiedzane przez ludzi.

Zdjecia: Ptaki w ogole nas sie nie baly, niektore zerowaly wsrod lisci na kamiennych schodach, ktorymi wylozony jest szlak, inne na drzewach, dziobiac czerwone jagody:



Powolna wspinaczka uswiadomila nam, ze na szczyt wejsc nie mamy szans, postanowilismy zatem odwiedzic Swiatynie Wysokiej Swiatlosci 高明寺, znajdujacej sie blisko miejsca, w ktorym bylismy dzien wczesniej. Do swiatyni prowadzi boczna droga, odchodzaca od glownej tunelem. Przed wejsciem do tunelu minal nas samochod polciezarowy, ktory po chwili zatrzymal sie. Kierowca wyszedl niespiesznie, poczestowal mnie papierosem, zaczelismy pogawedke. Jak sie okazalo kierowca Yang Guoxin (bo tak sie nazywal) byl mlodszym bratem ciotecznym wlasciciela sklepiku, ktory wczoraj odwiedzilismy (tego lokalnego GeeSu), byl z tejze wsi Qing Si Ao 青思岙 i wiozl puste dzbany po zoltym winie ryzowym.

Zdjecie: Yang Guoxin przy samochodzie z pustymi dzbanami po winie ryzowym:


Lokalna ludnosc pedzi wino na ryzu 糯米, ale wlasnego wina nie wystarcza, wiec kupuja jeszcze dodatkowo wino z lokalnej gorzelni. 25 litrow z gorzelni kosztuje Y70 (USD10), jest jednak gorszej jakosci, niz pedzone w domu. Wino pija tutaj glownie zima, ma ok. 15%, podaje sie je podgrzane z czerwonym cukrem i surowym imbirem, dziala rozgrzewajaco i wzmacniajaco. NB najslawniejsze wino ryzowe w Chinach pochodzi z miejscowosci Shaoxing 绍兴. W Szanghaju oprocz imbiru i cukru dodaje sie do wina jeszcze suszone jagody 枸杞子 i sliwki 话梅, jest ono niezwykle aromatyczne i pozwolilo nam przetrwac wiele chlodnych zimowych wieczorow w Szanghaju. Yang powiedzial jeszcze, ze gdyby nas podwiozl do swiatyni, wowczas nie musielibysmy kupowac biletow wstepu, bo staruszek pilnujacy bramy zna go. Ale podwiezc nas nie mogl, wiec poszlismy sami.

Swiatynia lezy w glebokie dolinie, ktora rozposcierala sie przed naszymi oczyma, jako ze stalismy na krawedzi gory.

Zdjecie: Buddyska Swiatynia Wysokiej Jasnosci polozona jest malowniczo w glebokiej dolinie:


Klasztor bylo widac jak na dloni i zaproponowalem dziewczynom pojscie w dol na skroty i poszukanie jakiejs sciezki, w kazdym razie zgubic byloby sie trudno, choc dojscie z pewnoscia obfitowaloby w wiele nieprzewidzianych atrakcji, i trzeba by sie przedzierac przez chaszcze i parowy, szukac przejsc miedzy tarasami ryzowymi i wielkimi glazami. Ja uwielbiam takie przejscia i dzieki temu w zeszlym roku podczas pobytu w Gorach Wuyishan 武夷山 trafilismy na wiele ciekawych miejsc, do ktorych pewnie idac utartymi szlakami nigdy bysmy nie dotarli. Niestety Duza M chyba zwatpila, moze (na pewno) miala zly dzien, no i poszlismy jednak droga. Nie byl to dobry wybor - droga byla czesciowo w remoncie, jezdzily nia ciezarowki z tluczniem, obok drogi trafilismy na kamieniolom z pracujaca pelna para koparka, czuc bylo smrod spalin i halas silnikow. Nie wprowadzilo mnie to w dobry nastroj. W koncu doszlismy w okolice swiatyni - najpierw naszym oczom ukazal sie wielki plac budowy z olbrzymimi klodami drewna i grupa stolarzy pracujacych przy budowie - jak sie okazalo - Wiezy Bebna i Dzwonu dla swiatyni (kazda swiatynia ma budynki z bebnem i dzwonem, ktore przywoluja na modlitwy i ktorych dzwiek towarzyszy obrzedom religijnym). Od czasu do czasu slychac bylo halas wiertarek i pil, ale przeszlismy dalej, tak daleko, ze halasow nie bylo juz slychac.

Zdjecie: Choc stolarze ciezko pracuja, usmiech nie schodzi im z twarzy. Chinczycy sa w sumie usmiechnietym narodem:


Po pewnym czasie naszym oczom ukazal sie widok majestatycznych pionowych klifow, zarosnietych czesciowo sosnami.

Zdjecie: Majestatycznym krajobraz Tiantai obok swiatyni:


Przyznam, ze nie spodziewalem sie takiego widoku - Tiantai kojarzyl nam sie raczej z dosc lagodnymi i zalesionymi gorami, a tu okazalo sie, ze ma do zaoferowania bardzo malownicze i dosc surowe krajobrazy. Przeszlismy sciezka w kierunku swiatyni, ale potem pociagnalem dziewczyny w boczna drozke.

Zdjecie: Artysta ozdabiajacy remontowany most:


Remontowano tam most nad strumieniem plynacym w glebokiej dolinie, most (zadaszony, w tradycyjnym chinskim stylu) byl wlasnie ozdabiany malunkami, przeszlismy pochyleni pod bambusowymi rusztowaniami i skrecilismy w prawo - w odwrotnym kierunku, niz swiatynia. Sciezka prowadzila brzegiem glebokiego, zalesionego wawozu w gore, w pewnym miejscu skrecajac w prawo, gdzie znajdowal sie taras widokowy z olbrzymimi glazami z wyrytymi i zabarwionymi na szczesliwy czerwony kolor tekstami buddyjskich sutr, a obok wyrzezbione w skale wizerunki trzech siedzacych postaci.

Zdjecie: Zhizhe, zalozyciel odmiany Tiantai, siedzi w srodku, a Chuandeng, ktory doprowadzil do jej odrodzenia, po jego lewej stronie:


Plaski glaz wysuniety byl jak balkon nad doline, prowadzily na niego wykute w kamieniu niewielkie schodki. Kolejne strome schody prowadzily w dol.

Zdjecie: Kamienne strome schody w dolinie:


Zeszlismy sciezka nieco w dol, gdzie nagle ukazal nam sie kamienny "domek" zrobiony z olbrzymich glazow, prawdopodobnie niewielka kapliczka, choc nie bylo obok zadnych inskrypcji. Malej M miejsce bardzo przypadlo do gustu, szczegolnie ten domek.

Zdjecie: Skaliste zbocza doliny pokryte olbrzymimi glazami:


Poszlismy dalej, znow pod gore, przez przypadek spojrzelismy na skale ponad nami - i zobaczylismy wyrzezbiona w kamieniu olbrzymia figure siedzacego Radosnego Buddy Maitreyi 弥勒佛. Radosny Budda to wcielenie Buddy Przyszlosci. Jego pierwowzorem byl Mnich ze Szmacianym Workiem 布袋和尚. Qici 契此 (takie bylo jego imie) zyl 10 w. n.e., zawsze nosil na kiju szmaciany worek, do ktorego wkladal podarowane mu dobra, choc worek zawsze pozostawal pusty. Pytany o Buddyzm, w odpowiedzi rzucal worek na ziemie, jesli ktos nie rozumial, podnosil go i odchodzil nie odwracajac sie nawet. Przed smiercia powtarzal zdanie "Maitreya prawdziwy Maitreya, o miliardach wcielen, caly czas upomina ludzi o tym, czego sami nie potrafia ropoznac", stad uznano go za wcielenia Buddy Maitreyi. Korpulentny, z duzym brzuchem, lysa glowa i zawsze usmiechniety, w kazdej chinskiej swiatyni wita przybywajacych pielgrzymow. Mowi sie, ze jego brzuch moze pomiescic wszystkie nasze troski, a usmiechem nasmiewa sie z nieistotnych spraw absorbujacych nas. Radosny Budda siedzi, z jedna noga podkurczona, a druga ugieta w kolanie. Oznacza to, ze czesciowo przebywa on w krainie buddow (noga pozioma), ale czesto wchodzi miedzy ludzi (noga ugieta - pionowa - symbolizuje polaczenie swiata ludzkiego ze swiatem nadprzyrodzonym) pomagajac im uporac sie z troskami i problemami.

Zdjecie: Kamienna rzezba Radosnego Buddy znajdowala sie wysoko nad naszymi glowami:


Nieco dalej ponad naszymi glowami zobaczylismy wyryty na skale olbrzymi znak Fo 佛 - Budda.

Zdjecie: Znak Fo 佛 Budda - w jezyku chinskim ma wymowe bardzo zblizona do Fu 福 Powodzenie, co bez watpienia przyczynilo sie do popularyzacji tej religii w Panstwie Srodka:


Przeszlismy nieco w bok, podziwiajac trzy figury swietych buddyjskich i nieco dalej - Bogini Milosierdzia Guanyin 观音, wyrzezbione w skale. Ta ostatnia figura byla o tyle interesujaca, iz przedstawiala Guanyin jako tysiac-rekie bostwo 千手观音. O Guanyin (o ktorej wiele wspominalem opisujac nasz pobyt na Putuoshanie) mowi sie, ze ma tysiac rak - ktore symbolizuja nieograniczone milosierdzie - i tysiac oczu - ktore z kolei symbolizuja nieograniczona madrosc. Rzezba byla raczej nowa, obok niej znajdowaly sie nie dokonczone jeszcze kaligrafie, ale calosc robila imponujace wrazenie ze wzgledu na ogrom rzezby i malownicze polozenie na zboczu skalistego klifu.

Zdjecie: Tysiac-reka Bogini Guanyin, wcielenie Avalokitesvary, Bogini Milosierdzia:


Po chwili doszlismy do swego rodzaju tarasu widokowego z olbrzymim glazem, na ktorym wyryto dwa ponad metrowej wysokosci znaki Spogladajac na Obloki 看云. Bylo to miejsce, w ktorym slawny mnich Chuandeng (o nim wiecej nieco dalej) siadal, by obserwowac chmury i sluchac szumu wodospadu. On tez napisal na skale te dwa znaki.

Zdjecie: "Spogladajac na Obloki" autorstwa 16-wiecznego wybitnego mnicha Chuandenga:


Schodzac na dol doszlismy do przejscia na druga strone doliny - na jej dnie plynal wartki strumien, tworzacy widowiskowe wodospady i przeplywajacy miedzy olbrzymimi glazami. Pod jednym z wodospadow znajdowal sie staw, ktorego nazwa wyryta byla czerwonymi znakami na poteznej skale - Staw Najwyzszej Madrosci 般若谭. W Buddyzmie Najwyzsza Madrosc to taka, ktora prowadzi do wygasniecia wszelkich przywiazan i prowadzi do oswiecenia, a nie inteligencja czy bystrosc umyslu. Chinczycy maja swoje slowo na okreslenie "madrosci", ale tlumaczac klasyki buddyjskie z jezyka Pali zdecydowali sie na uzycie znakow oddajacych fonetyke orginalnego slowa, a nie idee - wlasnie dla podkreslenia szczegolnej natury Najwyzszej Madrosci.

Zdjecie: Wodospad i Staw Najwyzszej Madrosci:


Dzien powoli chylil sie do konca, gdy sciezka wyprowadzila nas przed swiatynie Wysokiej Swiatlosci 高明寺. Za nowo budowanymi wielkimi pawilonami schowany byl raczej niepozorny kompleks starej swiatyni.

Zdjecie: Stara brama Swiatyni Wysokiej Swiatlosci:


Miejsce, na ktorym stoi obecnie Swiatynia Wysokiej Swiatlosci 高明寺 zostalo wybrane przez Zhizhe. Ponoc pewnego dnia, gdy glosil on kazania na kamiennym klifie (ktory odwiedzilismy poprzedniego dnia), wiatr porwal karty jego swietej ksiegi, i poniosl na wschod, gdzie opadly na dnie doliny. Zhizhe uznal, ze miejsce to jest idealnym dla cwiczen duchowych, i zbudowal tam szalas. Po smierci Zhizhe tam tez przechowywano jego szaty, miske zebracza i swieta ksiege napisana na lisciach palmowych 贝叶经 (palma Borassus flabelliformis rosnie w Indiach; na jej lisciach spisano wiele swietych tekstow buddyjskich). Tam tez w 910 r. n.e. wzniesiono swiatynie i nadano jej nazwe Wysokiej Swiatlosci - jako ze dolina podobna jest do wykonanego z brazu zwierciadla, ktore w tym wlasnie miejscu skupia wysokie swiatlo slonca i ksiezyca oswietlajac je. Przez swiatynia przez setki lat jej istnienia przeszly zawieruchy historyczne, duzym ciosem dla Odmiany Tiantai bylo zajecie najbardziej dla niej reprezentacyjnej Swiatyni Czystej Krainy przez mnichow szkoly Chan (Zen 禅) w 11/12 wieku. W 16 wieku slawny mnich Chuandeng 传灯 ("Przekazujacy Lampe") przybywa do Swiatyni Gaoming i w celu odrodzenia Szkoly Tiantai odbudowuje ja - a wspanialy Oltarz Shurangama 楞严坛 byl jednym z tylko trzech kiedykolwiek zbudowanych w Chinach. Oltarz zbudowany byl wg opisow zawartych w buddyjskich klasykach, z mieszaniny zoltego piasku z 10 substancjami aromatycznymi, w jego srodku znajdowal sie olbrzymi lotos, a w centrum lotosu - misa wypelniona jesienna rosa; wokol oltarza umieszczone bylo 8 wielkich luster, kadzielnice i posagi buddyjskie. Oprocz tego znajdowaly sie 3 ponad 8-tonowe odlane z zelaza posagi buddyjskie i 3.5 tonowy mosiezny dzwon.

Zdjecie: Te dzwony zawisna niedlugo w nowo wybudowanej Wiezy Dzwona:


Niestety, zaden z tych "trzech skarbow" swiatyni nie przetrwal do dzisiejszych czasow - oltarz poddal sie nieszczacemu dzialaniu czasu, a posagi i dzwony zniszczone zostaly podczas Rewolucji Kulturalnej. Od czasow Chuandenga swiatynia stala sie centrum medytacji, wykladow o Buddyzmie, ale "10-letnia Zawierucha" 十年浩劫 (jak nazywa sie Rewolucje Kulturalna 1966-1976) byla najwiekszym ciosem dla swiatyni i religii w Chinach w ogole. Swiatynie Wysokiej Swiatlosci zaczeto restaurowac od 1981 roku dzieki wsparciu wiernych z USA i Francji, obecnie w jej murach znajduje sie akademia buddyjska Tajemniczego Strumienia 幽溪 - od nazwy, jaka temu miejscu nadal Zhizhe - jego zalozyciel.

Niedaleko swiatyni, po przejsciu przez skalna doline, zatrzymalismy sie obok pawiloniku, ktory chronil znajdujacy sie na skale napis "Tajemniczy Strumien". Jak sie okazalo te dwa znaki wyszly spod reki samego Zhizhe.

Zdjecie: "Tajemniczy Strumien" - tak pierwotnie i bardzo trafnie nazwano to miejsce - liczacy sobie prawie 1500 lat napis autorstwa Zhizhe:


Za brama, nad ktora wisiala tablica z nazwa swiatyni, znajdowal sie budynek z figurami Czterech Niebianskich Wladcow. Zza jednego z nich wyskoczyl nagle rzeski staruszek, i zywo gestykulujac zarzadal on nas Y20. Najpierw udalem, ze go nie rozumiem, potem powiedzialem, ze jestem kumplem Yang Guoxina. Nic nie pomoglo, staruszek dalej pokazywal ze musimy kupic bilety. W koncu dalem mu chyba z Y8 w lape i przestal nas dreczyc.

W srodku kompleks swiatynny wygladal bardzo ciekawie, mial specyficzna atmosfere starych, zapomnianych swiatyn, pod ktorych dachamki mieszkalo wielu oswieconych mistrzow. Duza M przywolala mnie - podszedlem, myslalem, ze chodzi o dwa stare dzwony stojace w korytarzu, ale nagle zrozumialem - z bocznego pawilonu slychac byl monotonne spiewy. Po chwili zaczeli stamtad wychodzic mnisi ubrani w wiekszosci w czarne szaty z czerwonymi elementami.

Zdjecie: Mnisi bioracy udzial w nabozenstwie w intencji zmarlego czlonka rodziny:


Weszli na chwile do glownego pawilonu, poklonili sie, i zaczeli wychodzic. Towarzyszyla im grupka "cywilow" - calosc byla rodzajem mszy w intencji zmarlego czlonka rodziny. Po chwili kilka razy uderzyla drewniana kolatka (ryba), a za nia metalowy gong (w ksztalcie tykwy, tzw. gong w ksztalcie obloku 云板) - obwieszczajace kolacje. Mnisi weszli do jednego z pomieszczen z niewielkim oltarzem w centrum i lawkami ustawionymi w rzedach na przeciw siebie po obu jego stronach. Umilkly rozmowy, slychac bylo tylko siorbanie i mlaskanie. Starszy mezczyzna w cywilu, prawdopodobnie kucharz, podszedl do mnie i zaproponowal kolacje, ale podziekowalem. Na nas byl juz czas, konczylismy powoli zwiedzanie swiatyni.

Zdjecie: Wnetrze glownego budynku w swiatyni - nowe figury zastapily zniszczone podczas rewolucji zelazne posagi buddow:


W miedzyczasie mnisi skonczyli kolacje - zapytalem jednego z nich, czy jest jakas krotsza powrotna droga, zeby nie isc szosa. Ten powiedzial ze jest, a inny mnich obok zaoferowal sie zaprowadzic nas do niej. Wyszlismy ze swiatyni, razem z nami cala grupa mnichow. Droga na skroty okazala sie wygodna szeroka kamienna sciezka - dziewczyny poszly nia do przodu, ja natomiast robilem jeszcze ostatnie zdjecia, i tlumaczylem mnichom skad jestem, ile lat przebywam w Chinach, etc.

Zdjecie: Powoli zapada zmrok, jeszcze ostatni rzut oka na brame swiatynna:


Nagle zadzwonila komorka - dzwonila Duza M nakazujac mi jak najszybsze dolaczenie do nich, bo juz pozno i w ogole. Cos jej odpowiedzialem, a stojacy obok mnich pokiwal glowa ze zrozumieniem i wspolczuciem: "Pewnie powiedziales zonie, ze zaraz bedziesz". Chyba potrafil czytac w myslach...:) Pobieglem za dziewczynami, po drodze znalezlismy jeszcze stary cmentarz, na ktorym pochowani byli wybitni mnisi ze swiatyni, m.in. przeor Juehui 觉慧. To wlasnie Juehui, po latach spedzonych na medytacji w szalasie na szczycie Tiantai, w 1960 roku przybyl do Swiatyni Wysokiej Swiatlosci i rozpoczal jej odbudowe. Wypedzony przez Czerwonych Straznikow Rewolucji w 1966, zmuszony do zapuszczenia wlosow i pracy fizycznej na wsi, wraca do swiatyni w 1978, zostaje jej przeorem i pod jego przewodnictwem swiatynia na nowo odzyskuje swoja swietnosc. Juehui zmarl w 1996 w wieku 78 lat.

Zdjecie: Grobowiec Mistrza Juehui (Przebudzona Madrosc) znajduje sie w lesie niedaleko swiatyni:


Jesli chodzi o Chuandenga - "Przekazujacego Lampe" - to imie to zwiazane jest ze slawna anegdota, tzw. koanem 公案, w ktorym w ukryty sposob przekazywano nauki Buddy. Mnich Deshan 德山 przybyl z daleko do mistrza Chongxin 崇信 po nauki. Wzial ze soba caly stos ksiag, w tym takze wlasne wyjasnienia buddyjskich klasykow. Pewnego dnia Deshan wieczorem opuszczal cele mistrza, poniewaz bylo juz ciemno, mistrz podal mu oliwna lampe mowiac: "Wez lampe, na zewnatrz juz ciemno, oswietlisz sobie nia droge". Gdy Deshan wyciagnal reke, zeby wziac lampe, Chongxin nagle zdmuchnal plomien, i podal mu zgaszona lampe, pytajac: "A teraz wciaz widzisz?". Deshan stanal jak razony piorunem, po powrocie do celi spalil wszystkie swoje ksiegi, i stal sie gorliwym uczniem Buddyzmu Zen. Deshan zrozumial, ze swiatlo lampy, jak wszystko, co przekazuja nam zmysly, jest tylko ich wytworem, a jesli tylko swiatlo naszej prawdziwej natury zostanie zapalone, czlowiek nigdy wiecej nie bedzie przebywal w ciemnosci. Do dzis "przekazywanie lampy" jest powszechnym symbolem przekazywania prawdziwej nauki w chinskim Buddyzmie.

Sciezka doszlismy szybko do drogi. Przed wejsciem do tunelu napotkalismy tubylca (Malej M czyms jechal, Duza M stwierdzila, ze to zapach koz), ktory powiedzial nam, ze jest mozliwosc przejscia taka droga, jaka ja sugerowalem, ale tarasy ryzowe sa zarosniete, bo nikt ich od dawna nie uprawia, i ciezko byloby sie przedrzec przez chaszcze do swiatyni. Po wyjsciu z tunelu zrobilem jeszcze zdjecie zorzy wieczornej nad gorami, gdy bateria w aparacie obwiescila koniec dnia roboczego.

Zdjecie: Wieczorna zorza nad Niebianskimi Tarasami:

Zrobilo sie ciemno, jak tyko moze w gorach, jedynie gwiazdy jasno swiecily nad naszymi glowami. Poszlismy z powrotem, w ciemnosci schodzac skrotami i czesciowo droga. Dobrze, ze przeszlismy te trase wczesniej dwa razy - wczoraj w tym samym kierunku, a dzis - jeszcze pod gore. Podziwialismy nocne niebo, i dosc szybko dotarlismy w okolice hotelu. Pierwotnie myslelismy o zakonczeniu dnia i kolacji w hotelu, ale zdecydowalismy sie jeszcze sprawdzic rozklad autobusow na dworcu polnocnym - skad ponoc jezdza normalne autobusy na szczyt gory. Poszlismy dalej do petli siodemki, i dalej, liczac na taksowke. Nici z tego - nic nie przyjechalo, tylko po zejsciu z gor zrobilismy niepotrzebnie dodatkowe kilka km... W hotelu zjedlismy jarska kolacje - brokuly, serek sojowy, lokalny przysmak - zawijaniec 饺饼筒 i jakies dzikie warzywo z duza iloscia czosnku. Duza M skarzyla sie na zakwasy, wiec poszla wczesniej spac, ja z Mala M zrobilismy jeszcze troche chinskiego i matmy, teraz obie spia dosc niespokojnie, a ja koncze opis dzisiejszego dnia.

Kolejna, trzecia czesc relacji znajduje sie tutaj:

Czesc 3 - Taoistyczy Palac Tongbai i poszukiwacze niesmiertelnosci